Ten by ją całkiem miał nie potępioną.

Zepsutą była, niewierną — lecz żoną.

X

Jedne tam okno na zamkowej sali

Od czerwonego księżyca się pali.

To właśnie okno grafowskiej komnaty,

Jak anioł blaskiem czerwonym skrzydlaty

Stoi na zamku, patrzy na katusze

I czeka, by wziąć z tego ciała duszę.

U bramy zamku tłum pobladły czeka.