Z kimże to błądzi po świetle księżyca?

Z kimże to słucha śpiewania słowików?

Dla kogóż rzuca ucztę, stołowników,

Dzieci i męża bezsenne wezgłowie?

A jednak, mówią, dba o grafa zdrowie,

Sama przyprawia mu z lekarstwem czary.

Nieraz przy łożu jak ulotne mary

Staje powiewna z lampą w ręku, blada,

Słuchać, co śpiący o niej we śnie gada.

A mówią ludzie, że nieraz jej ręka