Kto go tak ubrał? Nieraz synek mały,

Kiedy na ojca padał księżyc biały,

Widząc, jak w świetle twarz się grafa mroczy,

Dwie białe róże kładł ojcu na oczy;

Lub w obłąkaniu (o jasne i wdzięczne

Dziecka przysługi!) promienie miesięczne

Od ojca wzroku brał na swoje lica

I tak zesmutniał cały od księżyca.

A dziś — okropność! miałżeby Wacława?...

Przy łożu chustka ta leżała krwawa —