Schylam się z konia — patrzę: krwią się broczy,

I krew mi swoją ten człek rzucił w oczy...

Dobyłem miecza — o! nie bladnij, księże —

Choć syknął na mnie ten gorzej niż węże,

Chociaż mię taką pieczęcią naznaczył,

Jam go nie dobił — alem nie przebaczył.

XXX

„Księże... gdzie teraz Kościuszko? — W mogile!...

Kiedy żył jeszcze, były takie chwile,

Żem ja był wrogiem jego świetnej sławy.