Na lice wyszła trucizny zieloność:

Ale krew jego już dawno zepsuta;

Ciągła samotność, łzy, wzgarda, pokuta,

To nieraz także te trucizny duszy

Wyjdą na ciało zwiędłe od katuszy

I nieraz lice trupowi odmienia,

Połamią, poskrzą, zsinią, pozielenią:

Więc może i te splamienia Wacława

Nie z gwałtu poszły, lecz z natury prawa;

Lepiej tak wierzyć niż oskarżać ludzi.