Przycichłaś w domu — dziś ta sama cisza
W domu — a w bramie stoją twoje mary.
Gdym wszedł... myślałem, że szata szeleszcze,
Ogień się palił — zegary szły jeszcze.
Lecz jakaś ciemność... dziwne jakieś mroki
Nad twym kominem — nad łoża kotarą2,
Jakby te dziwne śmiertelne obłoki, w
Które zmieniają dzień w godzinę szarą,
A człowiekowi bronią słów i ruchów,
Bo są z poważnych i ze smętnych duchów.