Gdy stał nade mną jak ogień straszliwy,
Kiedym się w strachu sądził już nieżywy1 —
Dlaczegóż bym się, o Panie, zapierał,
Żem drżał i cały z przestrachu umierał...
Dlaczegóż bym się miał zapierać strachu,
Żem drżał jak listek w Pana mego gmachu?
Takiej bojaźni bym nie doznał, Panie,
Choćbym się dostał pod mieczów ścinanie.
Choćbym czuł w sobie to, co ludzie święci,
Tak bym nie stracił wiedzy i pamięci.