I długo dumała nad kwiatem opadłym,

Ze łzami na twarzy i z czołem pobladłym.

Ta kwiaty obrywa, ta patrzy, jak kwitną:

Ta chroniąc płeć dłoni od wiosny upału,

Podrzuca na dłoni dwie kule z kryształu,

Lub płoszy wachlarzem mgłę kadzidł błękitną.

Zulema szukając zaciszy i chłodu,

Usiadła samotna na złotym wezgłowiu;

I okno otwarła na kwiaty ogrodu.

Noc była tak ciemna — bo księżyc na nowiu