I twarz miesiąca zagasa blada.

Słychać huk ognia i trzask płomieni,

I ożywione jak malowidłem

Dalekie miasto z minaretami

Z cieniów wypływa — a tu chmurami,

W dymach pożaru zbudzone wrony,

Niekiedy białym migają skrzydłem.

Słychać pisk ptastwa — ogień szalony

Wzmaga się, rośnie. Ogniem owiana,

Straszniejsza niżli widmo pomoru,