II. Opieka społeczna nad matką i dzieckiem

Współczesna państwowa polityka ludnościowa danego kraju w celu zabezpieczenia pożądanego naturalnego przyrostu winna w pierwszym rzędzie skierować swe wysiłki, by doprowadzić do minimum śmiertelność dzieci, a szczególniej niemowląt. Niech to, co przychodzi na świat, ma zabezpieczone jak najlepsze warunki rozwoju przed urodzeniem i po urodzeniu; niech opieka społeczna nad matką i dzieckiem obejmie wszelkie potrzeby tych dwu istot; niech ochrona macierzyństwa będzie pełna i racjonalna, sprawiedliwie i uczciwie wykonywana.

Kobiecie, jako twórczyni nowych pokoleń, jako matce rodu ludzkiego, pełniącej swe wielkie zadania biologiczne — należą się specjalne prawa: OCHRONY MACIERZYŃSTWA, poza wszelkimi prawami jej należnymi na równi z mężczyzną, jako równym sobie społecznie. Biologicznie kobieta jest istotą inną, a nawet wyższą od mężczyzny, bo ona utrzymuje twórczy element ludzkości.

*

Jeszcze przed wielką wojną światową we wszystkich kulturalnych krajach zaczęto poważnie interesować się sprawą opieki nad zdrowiem i wychowaniem dziecka, tego przyszłego człowieka-obywatela. Świat lekarski, szczególnie we Francji, zwrócił uwagę, że nie tylko od urodzenia, ale i podczas rozwoju płodu w łonie matki należy myśleć o tym, by zdrowotne warunki zapewniały siłę i zdrowie noworodka; następnie nowa nauka, zwana eugeniką, której zadaniem jest troska o rozwój i utrzymanie rasy ludzkiej w jak najlepszych zdrowotnych, fizycznych i moralnych warunkach, zaczęła czynić badania naukowe co do dziedziczności i stąd wypłynęła konieczność sięgnięcia jeszcze dalej, bo do doboru małżeństwa, do przedślubnych świadectw zdrowia, do odpowiedzialności obojga rodziców za zdrowie ich potomstwa. Obecnie w wielu państwach mówi się, a w niektórych stanach Ameryki Północnej i w Niemczech jest już stosowana sterylizacja, to jest pozbawienie (przeważnie u mężczyzn) płodności za pomocą specjalnego chirurgicznego zabiegu, ażeby chorzy ludzie, nieuleczalnie chorzy, byli pozbawieni możności płodzenia nieszczęśliwych, chorych, niedorozwiniętych istot.

Widzimy więc, że bardzo poważne podstawy daje tak nauka, jak i same społeczeństwa, by dzieci przychodząc na świat były zdrowe i miały zapewnione zadatki i warunki dobrego dalszego rozwoju. A że i pedagogika, i pedologia, te nauki o wychowaniu i o rozwoju charakteru dziecka, robią wciąż wielkie postępy, a prawodawstwo o opiece nad dzieckiem we współczesnym, XX wieku zrobiło w wielu krajach bardzo dodatnie posunięcia, więc nic dziwnego, że wiek XX jeszcze przed wielką wojną światową nazwano wiekiem dziecka17.

Po tej barbarzyńskiej wojnie cały świat kulturalny upomniał się o krzywdę dziecka, które tak niewinnie najbardziej ucierpiało od strasznych wstrząsów ekonomicznych i moralnych, pozbawiających dzieci nie tylko ognisk domowych, ale i najelementarniejszych potrzeb życiowych i podnoszących liczbę śmiertelności dzieci do niebywałych dotąd granic.

W celu międzynarodowego porozumienia się w sprawie powojennej krzywdy dziecka zwołano w 1921 roku do Brukseli międzynarodowy kongres. Był to ruch samoobrony ludzkości i ratowanie się przed charłactwem18 i zwyrodnieniem. Tam, na tym kongresie, w bohaterskim kraju Belgów, dowiedzieliśmy się z poważnych referatów, że ta europejska czteroletnia rzeź narodów zamordowała przeszło 12 milionów ludzi, że kalek i sierot trudno było nawet obliczyć, a gruźlica tak wielkie poczyniła postępy, że prawie we wszystkich krajach do 40% dzieci szkolnych stało się kandydatami suchot płucnych. Jeżeli do tego dodamy, że nawet w normalnych warunkach w Europie przeciętnie wypada na 1000 ludzi: 1 ślepy, 3 obłąkanych, najmniej 12–15 suchotników, 20 nierozwiniętych umysłowo i 270 niedołężnych, słabowitych, to ładna przyszłość czeka współczesne narody, jeżeli społeczeństwa i państwa nie wezmą się energicznie do świadomej walki o podniesienie swej rasy.

Po takim smutnym bilansie zdrowotnym krajów cywilizowanych po wojnie, szczególnie w państwach, które odzyskały swą niepodległość, następuje era twórcza bardzo postępowych i demokratycznych ustaw prawodawczych.

I u nas, w odrodzonej Rzeczypospolitej, mieliśmy na początku niezapomniane tchnienie szlachetnych pragnień wyrównywania niesprawiedliwości społecznych. Ustawy nasze zapewniały opiekę społeczną nie tylko dziecku, ale i matce; bo rozumiano, że te dwie istoty są nierozerwalnie bliskie, nie tylko w okresie tworzenia się płodu w łonie matki, nie tylko w okresie karmienia, ale i przez 2–3 lata następne, pielęgnacji i wychowywania. To zrozumienie głębsze ochrony macierzyństwa jest tym dziwniejsze, że wszak ciągle jeszcze sami mężczyźni są twórcami wszelkiego ustawodawstwa, nie wyłączając tej dziedziny wyłącznie kobiecej i tych zagadnień, które kobieta lepiej od mężczyzn odczuwa, rozumie i bezpośrednio pragnie poprawy i zmiany, podczas gdy przeważnie mężczyźni nie pojmują, nie doceniają, nie chcą rozumieć i nie chcą doceniać tych przeogromnych trudności i cierpień macierzyńskich, tego bezwzględnego, altruistycznego poświęcenia, nawet ofiary osobistej. Jednak u nas, w Polsce, przeważyło przekonanie ogólne, że ochrona macierzyństwa jest niezbędnym warunkiem zdrowia publicznego, i dlatego nasza Ustawa o opiece społecznej z 1928 r. i Ustawa o ochronie pracy kobiet z 1924 r. dzięki pracy tych nielicznych posłanek pierwszego Sejmu Ustawodawczego19 dają duże prawne gwarancje społecznej państwowej czy samorządowej opieki nad matką i dzieckiem.