Nie będę tu analizować poszczególnych paragrafów tych ustaw, tak chlubnie mówiących o ich twórcach; stwierdzają one konieczność opieki nad niemowlętami, dziećmi i młodzieżą, nad sierotami, półsierotami; dziećmi zaniedbanymi, opuszczonymi, przestępczymi oraz zagrożonymi przez wpływy złego otoczenia.

Zaraz na drugim miejscu postawiono ochronę macierzyństwa, szczególniej dla kobiet pracujących, którym zabrania się pracy nocnej i pracy w ciężkich i niebezpiecznych dla zdrowia i życia warunkach; postawiono żądanie utrzymywania przy fabrykach i różnych zakładach, gdzie pracuje ponad 100 kobiet — konieczność utrzymywania żłobków fabrycznych dla niemowląt, zarówno w fabrykach, jak i biurach, i urządzeń kąpielowych; karmiące matki mają prawo przerywania pracy po pół godziny dwa razy w ciągu dnia pracy, by w specjalnych izbach karmienia dawać pokarm swym niemowlętom pozostawionym opiece wykwalifikowanym pielęgniarkom. Ustawa zabrania zatrudniać pracownicę wcześniej niż 6 tygodni po odbytym połogu. Jeżeli do tych podstawowych artykułów ochrony macierzyństwa dodamy obowiązujące ubezpieczenia chorobowe, zasiłek połogowy i zasiłek dla matek karmiących, a poza tym głęboko ujętą Ustawę o opiece społecznej z 1923 r., która miała gwarantować rodzinom bezrobotnym lub ubogim środki żywnościowe, bieliznę, odzież, obuwie, odpowiednie pomieszczenie z opałem i światłem, niezbędne narzędzia do pracy zawodowej, pomoc w przywróceniu utraconej zdolności do pracy — i tak dalej, tak dalej, te piękne „zamki na lodzie”, które zwaliła, zniszczyła, podeptała, wyśmiała rzeczywista — rzeczywistość nasza... Bo pieniędzy zabrakło... bo pieniądze poszły zupełnie na co innego... nie na opiekę nad matką i dzieckiem, nie dla biednej ludności robotniczej...

Ba! Nie tylko pieniędzy dla nich zabrakło, nie tylko „podnoszenia zdolności do pracy”, ale samej pracy zabrakło dla milionów ludzi — nie tylko w Polsce, ale w najbogatszych dotąd krajach w Europie i Ameryce. I gdy bogacze posiadający fabryki, kopalnie, plantacje etc. zaczęli rozpaczać, że zbytni urodzaj na ryż, kawę czy pomarańcze i inne środki żywności obniży ceny tych produkcji, to dla utrzymania nadal wysokich cen przemysłowcy światowi nie znajdują innych sposobów jak niszczycielskie, barbarzyńskie zatapianie ryżu w morzu, palenie w piecach kawą i cukrem, zaorywanie pola pomarańczami zamiast gnoju, zalewanie wodą kopalń węgla, wyrzucanie na bruk tysięcy ludu roboczego.

W Polsce powstało tym silniejsze i większe bezrobocie, bo zawsze ono istniało z powodu zbytniego przyrostu naturalnego, oraz z powodu małego uprzemysłowienia kraju, a tym bardziej, gdy uniemożliwiona została emigracja, która zawsze była bardzo duża przed kryzysem gospodarczym. W tym strasznym momencie bezrobocia nie tylko tysięcy, ale milionów rodzin w miastach, miasteczkach i po wsiach, gdy rozlewa się tak wielka nędza, to zamiast roztaczać coraz większą ustawową opiekę nad matką i dzieckiem, nad zagrożeniem ich istnienia i życia, to przeciwnie: i państwowe budżety, i samorządowe zmniejszają minimalną dawną pomoc i opiekę społeczną — bo nie mają pieniędzy! I taką odpowiedź pośrednią lub bezpośrednią słyszą wszyscy wołający o pracę i chleb, a bezdomni o dach nad głową, a także i matki, wołające o ratunek dla swych dzieci.

Najbardziej upośledzona, nieszczęśliwa, pogardzana, deptana, prześladowana jest matka nieślubna ze swym tak zwanym „nielegalnym dzieckiem”.

Wstydem, nawet powiedzieć można: hańbą jest dla prawodawstwa państwa polskiego, że po siedemnastu latach niepodległości do dziś prawa dziecka nieślubnego nie są załatwione i pozostaje, jak za czasów niewoli, różne w różnych byłych zaborczych dzielnicach. Najgorzej jest na terenie b. Kongresówki, gdzie obowiązują przepisy Kodeksu cywilnego z 1825 r. i choć nowelizowane przez Rosję w 1913 r., jednak utrzymano to przeklęte prawo Napoleońskie: „poszukiwanie ojcostwa jest zabronione”.

Jest to prawo tak potworne i tak skłaniające mężczyzn do nadużyć płciowych, do brutalności zwierzęcej, do lekkomyślności nieodpowiedzialnej, podczas gdy kobieta ponosi cały ciężar fizyczny i moralny, całą odpowiedzialność społeczną, całą ofiarę, całą nienawiść do takiego nieludzkiego prawa, które ubogie dziewczęta doprowadza do samobójstwa, do dzieciobójstwa i do prostytucji. Już samo takie państwowe stanowisko w stosunku do matki i dziecka nieślubnego wystarcza do stwierdzenia, że w Polsce opieka społeczna nad matką i dzieckiem istnieje tylko teoretycznie, tylko na papierze i nie jest rozstrzygnięta, pomimo że ochrona macierzyństwa powinna być fundamentalnym zagadnieniem polityki ludnościowej.

Jeżeli w Polsce prawie że nie istnieje opieka społeczna nad matką i dzieckiem, poza słabymi oznakami elementarnej pomocy materialnej, i to otoczonej wielkimi trudnościami, to macierzyństwo u nas pozostaje własnością kobiety, względnie rodziny — i o tym wiedzieć musi każda kobieta, każda matka. I dlatego każda kobieta powinna mieć potomstwo tylko wtedy i tylko tyle dzieci, o ile pozwalają na to jej warunki rodzinne, jej zdrowie i środki materialne — to się właściwie nazywa świadomym macierzyństwem.

III. Świadome czy przymusowe macierzyństwo

Prawie wszystkie sprawy związane bezpośrednio lub pośrednio z życiem seksualnym człowieka wymagają nowego oświetlenia, nowych pojęć społeczno-etycznych i nowego ukształtowania się tak zwanej opinii.