ogniem. Pozostawił kilometry spalonych pni sterczących jak pale
wbite w dno coraz głębszego, zielonego jeziora, złożonego z młodych,
ambitnych drzew. Podobno jest jakaś przedsiębiorcza sosna, która w ogniu
zamyka szyszki i po pożarze pierwsza się wysiewa i szybko rośnie.
Ale jakże niezłomne są te martwe pnie, setki stoją jak z kamienia,
a przewrócone tworzą rozległe, zapałczane złoża, jakby niesforne
olbrzymie dziecko rozsypało bierki albo patyczki do liczenia.
Za to gejzery nie są tak stałe jak drzewa, tylko ten jedyny
Old Faithfull, dający pokaz co półtorej godziny.
Można jeść i patrzeć. O czasie wybuchnie całkiem wysoko.