samym w sobie.

Pomimo tak ogromnego i autentycznego zaangażowania artystki, jej utwory

nie niosą zbyt wielkiej nadziei na przełamanie impasu pomiędzy przyrodą

i człowiekiem — a szkoda. Choć jej krzyk jest w całości zasadny i nie wymaga

usprawiedliwienia, to jednak stwarza szansę, by ruszyć sumienie,

by przezwyciężyć panujący błogostan bezduszności ludzi względem natury

własnego pochodzenia. Nie można bowiem przejść obojętnie obok ballady,

w której słyszy się taką deklarację: Ziemia moim ciałem, woda moją krwią,

powietrze oddechem, ogień siłą mą. (...)

Błogostan? Często mnie to ogarnia.