Boża igła pokutna, ledwo oprzeć oczy: skrzypce, skrzypce i już łóżko,
Krwawy siennik, szorstka plama. I ach! Spory, spory strach.
Co, co? Jak, jak ten rąbać lód? Twarz się słania, wtórują refrakcje.
Z grobu wystają dwa kłosy trupa i udokumentowany nóż.
Zabiwszy jak wokalistka, zsiniała na wylot. To jej styl drżenia:
Jak iwa, jak tęcza, a pod nią się kiwa martwe ciało męża.
Więc kto weźmie? I kto straci? Żywy nie zrozumie trupa.
Rzeczenica jest w obłędzie, pan i władca jej się zepsuł w rok.
Och, Samico, Rzeczenico — nie twój smutek tylko zbój.
Różnorodność się zmitręża, głowa śnięta, głowa męża!