i baniek mydlanych, które wypadały z wysokich pięter, wydmuchiwane przez

dziecko, badające z przejęciem długości ich życia i krótkiej przygody.

Mimo obojętności liczbowej i niedoceniania na co dzień skarbów sztuki

całkowania36, z pomocą nadeszła niezawodna ekspertyza — statystyczny rozdział na

trafione i niezatopione, których nikt jednak nie obserwował dalej. A te, które nie

chciały tonąć, żeglowały niezbicie w stronę chóru i nikomu nie chciały się

tłumaczyć, jak człowiek śpieszący na próbę generalną, który po drodze nie chce

nawet słyszeć przechodniów, bo oszczędzał głos już w windzie i przedpokoju,

żeby go wydać z siebie w ostatecznym, foremnym wykonaniu, w splendorze

i blasku sceny.