Bo czyż scena nie jest miejscem wiadomości dobrego i złego, sercem i rozumem

zaistnienia, niebędącego przeżyciem, lecz samodzielnym wyczynem — tą mityczną,

wyniosłą woltą, której w ramach aktualnie panującego DNA zazdroszczą zaocznie

nawet nienarodzone dzieci, w tym także te nie poczęte?

Gdyż ten rodzaj istnienia okazuje się najważniejszym z ostatnio proponowanych

wyników płodnej ewolucji, bo ludność myśli nawet, iż jest to rodzaj wiedzy:

że warto poćwiczyć lotki, w wątpliwym celu, żeby następnie z brawurą godną

obłąkanego, w ostatniej chwili pozdrawiając fale, spaść z uśmiechem ze skraju

granatowego klifu. Odlecieć w poczucie niechybnego awansu, pozwalając sobie

na chwilową nieobecność, zużytą całkowicie na twórczą cyrkulację, w wyniku