Kto się nie lęka, sam jest przerażający

Kolonizować lilie, gdy kwiecień rośnie wysoki,

Gdy oczy rozrzucone wokół, wibrując zbladły?

Więc mąż! Więc miernik! Do zanim już, do zanim

Iść w spust! Ach, pójdźka z piekła w niezniszczalną noc!

Lecz kto weźmie? Kto stracony? Komfort się marudzi

Jeśli jest bez męża. Niezależna jakże wyleczona, niezależna już od zamęścia!

Boża igła pokutna, ledwo oprzeć oczy: skrzypce, skrzypce i już łóżko,

Krwawy siennik, szorstka plama. I ach! Spory, spory strach.

Co, co? Jak, jak ten rąbać lód? Twarz się słania, wtórują refrakcje.