kwitnącą w gorącej wodzie kolorowymi algami albo trawą

wyrastającą z wapiennego mleka. Pożar, który trawił Yellowstone

przed laty, wydaje się mieć magiczny związek z podziemnym

ogniem. Pozostawił kilometry spalonych pni sterczących jak pale

wbite w dno coraz głębszego, zielonego jeziora, złożonego z młodych,

ambitnych drzew. Podobno jest jakaś przedsiębiorcza sosna, która w ogniu

zamyka szyszki i po pożarze pierwsza się wysiewa i szybko rośnie.

Ale jakże niezłomne są te martwe pnie, setki stoją jak z kamienia,

a przewrócone tworzą rozległe, zapałczane złoża, jakby niesforne

olbrzymie dziecko rozsypało bierki albo patyczki do liczenia.