dziecko, badające z przejęciem długości ich życia i krótkiej przygody.
Mimo obojętności liczbowej i niedoceniania na co dzień skarbów sztuki
całkowania1, z pomocą nadeszła niezawodna ekspertyza — statystyczny rozdział na
trafione i niezatopione, których nikt jednak nie obserwował dalej. A te, które nie
chciały tonąć, żeglowały niezbicie w stronę chóru i nikomu nie chciały się
tłumaczyć, jak człowiek śpieszący na próbę generalną, który po drodze nie chce
nawet słyszeć przechodniów, bo oszczędzał głos już w windzie i przedpokoju,
żeby go wydać z siebie w ostatecznym, foremnym wykonaniu, w splendorze
i blasku sceny.
Bo czyż scena nie jest miejscem wiadomości dobrego i złego, sercem i rozumem