I JEGO TRESOWANE PŁAZY

Povondra przypomniał sobie potężnego mężczyznę w kapitańskiej czapce, którego kiedyś wpuszczał do pana Bondego. „To się biedak dorobił — powiedział współczująco Povondra sam do siebie. — Kapitan, a teraz jeździ po świecie z takim marnym cyrkiem! A taki krzepki, zdrowy był z niego człowiek. Powinienem go odwiedzić” — pomyślał Povondra litościwie.

Tymczasem drobny człowieczek powiesił przy wejściu do namiotu drugi napis:

!! MÓWIĄCE JASZCZURY!!

!! NAJWIĘKSZA SENSACJA NAUKOWA!!

Wstęp 2 korony. Dzieci w towarzystwie dorosłych połowę!

Povondra zawahał się. Dwie korony i korona za chłopca to dosyć dużo. Ale Franek dobrze się uczy, a poznanie egzotycznych zwierząt należy do wykształcenia. Povondra był skłonny poświęcić coś na wykształcenie, dlatego podszedł do tego suchego, drobnego człowieczka.

— Przyjacielu — zwrócił się do niego — chciałbym rozmawiać z kapitanem van Tochem.

Człowieczek wypiął pierś w pasiastym podkoszulku.

— To ja, proszę pana.