3. Povondra znów czyta gazety

Na niczym tak nie widać upływu czasu, jak na dzieciach. Gdzie się podział mały Franek, którego opuściliśmy (tak niedawno!) nad lewostronnymi dopływami Dunaju?

— Gdzież znowu jest ten Franek? — mruknął Povondra, otwierając wieczorną gazetę.

— No wiesz, tam gdzie zawsze — odparła Povondrowa pochylona nad szyciem.

— To znaczy poszedł do dziewczyny — stwierdził zgorszony ojciec Povondra. — Nieznośne chłopaczysko! Trzydziestkę ma na karku, a jednego wieczoru nie usiedzi w domu!

— A ile tych skarpetek znosi — westchnęła Povondrowa, nawlekając kolejną dziurawą skarpetkę na drewniany grzybek. — Co ja mam z tym zrobić — zadumała się nad rozległą dziurą na pięcie, kształtem przypominającą Cejlon. — Powinnam ją wyrzucić — orzekła krytycznie, jednak po dłuższej strategicznej refleksji wbiła zdecydowanie igłę w południowe wybrzeże Cejlonu.

Zapanowała poważna rodzinna cisza, tak droga ojcu Povondrze; słychać było tylko szelest gazety i odpowiadającą mu szybko przewlekaną nić.

— Już go złapali? — spytała Povondrowa.

— Kogo?

— Tego mordercę, który zabił tę kobietę.