W pierwszej chwili mówiło się o wybuchu jakichś min w Kanale, ale gdy po obu stronach Cieśniny Kaletańskiej wybrzeża zamknęły kordony wojska i gdy angielski premier po raz czwarty w historii przerwał w sobotni wieczór swój weekend i pospiesznie wrócił do Londynu, zaczęto wyczuwać, że chodzi o wydarzenie o bardzo poważnym międzynarodowym znaczeniu. Gazety przynosiły najbardziej alarmujące wieści, ale o dziwo pozostawały tym razem daleko w tyle za rzeczywistością. Nikt nawet nie przeczuwał, że przez kilka krytycznych dni Europa, a z nią cały świat, znajdowała się o krok od wojennej pożogi. Dopiero gdy po paru latach członek ówczesnego brytyjskiego gabinetu sir Thomas Mulberry przegrał w wyborach do parlamentu i w rezultacie tego wydał swój polityczny pamiętnik, można było przeczytać w nim, co się wtedy właściwie działo. Lecz w tym czasie nikogo to już nie interesowało.

Najzwięźlej rzecz ujmując, sprawy wyglądały następująco: zarówno Francja, jak i Anglia zaczęły, każda ze swej strony, budować w kanale La Manche podmorskie umocnienia, dzięki którym można by w razie wojny zamknąć cały Kanał. Potem jednak oba mocarstwa oskarżały się nawzajem, że zaczęło to drugie. Najprawdopodobniej jednak oba rozpoczęły prace umocnieniowe jednocześnie z obawy, że sąsiednie zaprzyjaźnione państwo mogłoby ukończyć je wcześniej. Krótko mówiąc, pod powierzchnią Cieśniny Kaletańskiej wyrastały na wprost siebie dwie ogromne betonowe fortece, uzbrojone w ciężkie działa, wyrzutnie torped, otoczone rozległymi polami minowymi i wyposażone we wszelkie najnowocześniejsze zdobycze techniki wojskowej, jakie w tym czasie dał człowiekowi do dyspozycji postęp w sztuce wojennej. Po stronie angielskiej ta straszliwa głębinowa twierdza obsadzona była przez dwie dywizje ciężkich Płazów i mniej więcej trzydzieści tysięcy Salamander-robotników, po stronie francuskiej — przez trzy dywizje pierwszorzędnych Płazów bojowych.

Wydaje się, że owego krytycznego dnia na dnie morskim pośrodku Kanału spotkała się brygada pracownicza brytyjskich Płazów z Salamandrami francuskimi i że doszło między nimi do jakiegoś nieporozumienia. Po stronie francuskiej twierdzono, że ich spokojnie pracujące Płazy zostały napadnięte przez Jaszczury brytyjskie, które chciały je przepędzić. Brytyjskie uzbrojone Płazy ponoć próbowały wziąć do niewoli kilka Płazów francuskich, ale te się broniły. Potem brytyjskie Salamandry wojskowe zaczęły rzucać w stronę francuskich Płazów-robotników ręczne granaty i strzelać do nich z moździerzy, toteż francuskie Płazy zostały zmuszone do użycia takiej samej broni. Rząd francuski jest zmuszony domagać się od rządu Jego Wysokości pełnej satysfakcji i ewakuacji wojsk ze spornego podmorskiego terenu, a także zapewnienia, że podobne przypadki już się nie powtórzą.

W odpowiedzi rząd brytyjski wystosował specjalną notę do rządu Republiki Francuskiej, oświadczając w niej, że francuskie zmilitaryzowane Płazy przedostały się na angielską połowę Kanału w celu rozmieszczenia tam min. Brytyjskie Płazy zwróciły im uwagę, że znajdują się na terenie ich miejsca pracy, na co francuskie uzbrojone po zęby Salamandry odpowiedziały, rzucając ręczne granaty, którymi zabiły kilka Płazów-robotników brytyjskich. Rząd Jego Wysokości z żalem jest zmuszony domagać się od rządu Republiki Francuskiej pełnej satysfakcji i gwarancji, że w przyszłości francuskie Płazy bojowe nie wkroczą na angielską połowę kanału La Manche.

Na to rząd francuski oświadczył, że nie może nadal tolerować tego, aby sąsiednie państwo budowało podmorskie fortyfikacje w bezpośredniej bliskości francuskiego wybrzeża. Co się tyczy nieporozumienia na dnie Kanału, rząd Republiki proponuje, aby w duchu Konwencji Londyńskiej sporna kwestia została przedstawiona Sądowi Rozjemczemu w Hadze.

Rząd brytyjski odpowiedział, że nie może i nie zamierza poddawać bezpieczeństwa brytyjskich wybrzeży żadnym zewnętrznym decyzjom. Jako napadnięte państwo domaga się ponownie i z całym naciskiem przeprosin, wynagrodzenia szkód i gwarancji na przyszłość. Równocześnie śródziemnomorska flota angielska, stacjonująca w pobliżu Malty, wypłynęła pełną parą w kierunku zachodnim. Flota atlantycka otrzymała rozkazy, by skoncentrować się w pobliżu Portsmouth i Yarmouth.

Rząd francuski zarządził mobilizację pięciu roczników rezerwistów marynarki wojennej.

Wydawało się, że żadne z państw nie może już teraz ustąpić. Ostatecznie było jasne, że nie chodzi o nic innego, jak tylko o panowanie nad Kanałem. W tym krytycznym momencie sir Thomas Mulberry odkrył zadziwiający fakt, że po stronie angielskiej żadne robocze ani wojskowe Płazy właściwie (przynajmniej de jure) nie istnieją, bowiem na Wyspach Brytyjskich do tej pory obowiązuje zakaz wydany kiedyś za czasów sir Samuela Mandevilla, wedle którego ani jedna Salamandra nie może zostać zatrudniona na wybrzeżu ani na wodach terytorialnych Wysp Brytyjskich. Wobec tego rząd brytyjski nie mógł oficjalnie twierdzić, że francuskie Płazy zaatakowały Płazy brytyjskie. Cała sprawa sprowadzała się zatem do problemu, czy francuskie Salamandry celowo czy tylko przez pomyłkę wkroczyły na dno brytyjskich wód terytorialnych. Urzędy Republiki obiecały, że to zbadają. Rząd angielski nie zaproponował nawet, żeby przedstawić spór Międzynarodowemu Trybunałowi w Hadze. Ponadto brytyjska i francuska admiralicja uzgodniły, że pomiędzy podmorskimi fortyfikacjami w kanale La Manche utworzona zostanie neutralna strefa o szerokości pięciu kilometrów, co niezwykle wzmocniło przyjaźń między oboma państwami.

4. Der Nordmolch

Niewiele lat po osadzeniu pierwszych kolonii Płazów w Morzu Północnym i w Bałtyku niemiecki badacz doktor Hans Thüring stwierdził, że Płaz bałtycki wykazuje — prawdopodobnie pod wpływem środowiska — pewne odmienne właściwości fizyczne; jest ponoć nieco jaśniejszy, ma bardziej wyprostowaną sylwetkę, a jego indeks cefaliczny świadczy o czaszce dłuższej i węższej niż w przypadku innych Płazów. Odmiana ta otrzymała nazwę der Nordmolch, czyli der Edelmolch (Andrias Scheuchzeri var. nobilis erecta Thüring75).