Być może konsekwencją proroczej książki Meynerta było również i to, że literacka i artystyczna awangarda w ośrodkach kulturalnych ogłosiła dewizę: „Po nas niech przyjdą Salamandry! Przyszłość należy do Płazów. Płazy to rewolucja kulturalna. To dobrze, że nie mają swojej sztuki. Przynajmniej nie są obciążone idiotycznymi ideałami, zmurszałymi tradycjami i całą tą zbutwiałą, nudną, skostniałą starzyzną, którą nazywano poezją, muzyką, architekturą, filozofią i w ogóle kulturą — archaicznymi słowami, od których robi nam się niedobrze. Tym bardziej, że dotychczas nie ulegli przeżuwaniu anachronicznej ludzkiej sztuki: my im stworzymy nową. My młodzi torujemy drogę światowemu salamandryzmowi. Chcemy być pierwszymi Płazami. Jesteśmy Salamandrami przyszłości!”.

W taki sposób zrodził się młody ruch poetycki salamandrytów, powstała trytońska (trzytonowa) muzyka i pelagiczne malarstwo, które inspirowało się kształtami meduz, morskich jamochłonów i korali. Oprócz tego podmorskie prace Płazów stały się nowym źródłem piękna i monumentalności. „Już mamy powyżej uszu przyrody! — wołano. — Dajcie nam gładkie betonowe wybrzeża zamiast starych postrzępionych klifów! Romantyka jest martwa. Przyszłe lądy będą nakreślone prostymi liniami, łamiącymi się w trójkąty i romby sferyczne. Stary geologiczny świat musi zostać zastąpiony geometrycznym”. Krótko mówiąc, wciąż rodziło się coś nowego i wybiegającego w przyszłość, nowe sensacje duchowe i nowe manifesty kulturalne. Ci, którzy nie wkroczyli w porę na drogę salamandryzmu, czuli z goryczą, że ich czas już minął i mścili się za to, głosząc nawrót do czystej ludzkości, do człowieka i do natury, i inne reakcyjne hasła. W Wiedniu wygwizdano koncert trytońskiej muzyki, w paryskim Salonie Niezależnych nieznany sprawca pociął pelagiczny obraz zatytułowany Capriccio en bleu. Jednym słowem: salamandryzm rozpoczął swój zwycięski i niepowstrzymany marsz.

Nie brakowało jednak konserwatywnych głosów, które przeciwstawiały się „płazomanii”, jak to nazywano. Kluczowy w tym względzie był anonimowy angielski pamflet, który ukazał się pod tytułem X ostrzega. Ta broszura zyskała znaczną popularność, ale tożsamość jej autora nie została nigdy ujawniona. Wielu ludzi uważało, że napisał ją jakiś wysoki dostojnik kościelny, sądząc na podstawie tego, że w języku angielskim X jest skrótem imienia Chrystusa.

W pierwszym rozdziale pisarz sporządził statystykę Płazów, zaznaczając jednak, że dane liczbowe, które podaje, mogą być niedokładne. Już sam szacunek ogólnej liczby wszystkich Salamander wahał się w owym czasie między siedmiokrotnością a dwudziestokrotnością łącznej liczby wszystkich ludzi na świecie. „Równie niepewne są nasze wiadomości na temat tego, ile mają Płazy podmorskich fabryk, szybów naftowych, plantacji wodorostów, farm hodowli węgorzy, ilości wykorzystywanej siły wodnej i innych źródeł naturalnych. Nie mamy nawet przybliżonych danych o tym, jaka jest zdolność produkcyjna ich przemysłu. A już najmniej wiemy, jak wygląda uzbrojenie Płazów. Wiadomo wprawdzie, że Salamandry w ich zapotrzebowaniu na różne metale, części maszyn, materiały wybuchowe i wiele chemikaliów są uzależnieni od ludzi. Lecz z jednej strony wszystkie państwa ukrywają, jaką broń i ile innych produktów dostarczają swym Płazom, z drugiej zaś bardzo mało wiemy o tym, co właściwie Płazy produkują w morskich głębinach z półproduktów i surowców, które kupują od ludzi. Pewne jest, że Salamandry nie życzą sobie nawet, żebyśmy to wiedzieli. W ostatnich latach zginęło wskutek utopienia albo uduszenia tylu nurków spuszczonych na dno morza, że nie można przypisać tego zwykłemu przypadkowi. Jest to w najwyższej mierze zjawisko alarmujące, zarówno pod względem przemysłowym, jak i w aspekcie wojskowym.

Trudno jednak sobie wyobrazić — kontynuował X w dalszych rozdziałach, co by Płazy mogły czy chciały od ludzi wziąć. Nie mogą żyć na lądzie, a my nie możemy przeszkadzać im w tym, jak żyją pod wodą. Nasze i ich środowiska życiowe są od siebie ściśle i na zawsze oddzielone. Wprawdzie żądamy od nich określonej wydajności w pracy, ale za to w znacznej mierze żywimy je i dostarczamy im surowców i towarów, których bez nas w ogóle by nie miały, na przykład metali. Ale choć nie ma praktycznego powodu do jakiegoś antagonizmu między nami i Płazami, mamy tu do czynienia, rzekłbym, z pewnym kontrastem metafizycznym: naprzeciw stworzeń powierzchniowych stoją stworzenia głębinowe (abysal); istoty nocne naprzeciw istot dziennych; ciemne tonie wód naprzeciw jasnej i suchej ziemi. Granica między wodą i lądem jest jakoś ostrzejsza niż dawniej. Naszej ziemi dotyka ich woda. Moglibyśmy po wieczne czasy żyć doskonale obok siebie i wymieniać się tylko pewnymi usługami i produktami, ale trudno pozbyć się przykrego uczucia, że to się chyba nie uda. Czemu? Nie mogę podać wam dokładnych powodów, ale to poczucie jest tu obecne. To jakby przeczucie, że kiedyś wody same obrócą się przeciwko ziemi, żeby rozwiązać problem genezy.

Przyznaję się do niepokoju poniekąd irracjonalnego — powiada dalej X — ale poczułbym wielką ulgę, gdyby Płazy wystąpiły przeciwko ludzkości z jakimiś żądaniami. Można by z nimi przynajmniej pertraktować, zawierać rozmaite koncesje, umowy i kompromisy. Ale ich milczenie jest straszne. Boję się ich niezrozumiałej powściągliwości. Mogłyby na przykład domagać się dla siebie określonych politycznych awantaży. Szczerze mówiąc, prawodawstwo dla Płazów jest w wielu krajach nieco przestarzałe i niegodne już stworzeń tak cywilizowanych i tak silnych liczebnie. Wypadałoby ustalić nowe prawa i obowiązki Płazów i to w bardziej korzystnej dla nich formie. Można by rozważyć jakiś zakres autonomii dla Salamander. Gwoli sprawiedliwości należałoby poprawić ich warunki pracy i stosowniej tę pracę wynagradzać. Można by więc pod wieloma względami poprawić ich los, gdyby się tylko tego domagały. Moglibyśmy też poczynić na ich rzecz pewne ustępstwa i potwierdzić je umowami kompensacyjnymi. W najgorszym razie moglibyśmy znacznie zyskać na czasie. Jednak Płazy niczego nie żądają. Podnoszą tylko swoją wydajność i swoje zamówienia. Dziś musimy sobie wreszcie zadać pytanie: gdzie leży tego kres? Mówiło się nieraz o żółtym, czarnym albo czerwonym niebezpieczeństwie. Ale wówczas chodziło o ludzi, a w przypadku ludzi możemy sobie mniej więcej wyobrazić, czego mogą chcieć. Choć nie mamy jeszcze pojęcia, jak i przeciwko czemu właściwie ludzkość będzie zmuszona się bronić, to jedno musi być jasne: jeśli po jednej stronie znajdą się Płazy, po drugiej stanie cała ludzkość.

Ludzie przeciwko Płazom! Już czas, żeby tak to sformułować. Przecież, szczerze mówiąc, normalny człowiek instynktownie nienawidzi Salamander, brzydzi się ich — i boi się ich. Na całą ludzkość pada coś jakby lodowaty cień grozy. Bo czymże innym jest ten frenetyczny konsumpcjonizm, to nieugaszone pragnienie zabawy i rozkoszy, ta orgiastyczna rozwiązłość, które opanowały współczesnych ludzi? Podobnego upadku obyczajów nie było od czasów, gdy imperium rzymskiemu groziła inwazja barbarzyńców. To jest nie tylko skutek niebywałego dobrobytu materialnego, ale rozpaczliwie zagłuszany lęk z powodu rozpadu i zaniku. Wznieśmy puchar po raz ostatni, zanim nadejdzie nasz koniec! Jakaż to hańba, jakież szaleństwo! Wydaje się, że Bóg w swym bezgranicznym miłosierdziu pozwala podupadać narodom i klasom, które dążą ku zagładzie. Chcecie przeczytać ogniste »mane tekel fares« napisane nad głowami ucztującej ludzkości? Spójrzcie na neony, które całymi nocami świecą na murach biesiadujących i rozwiązłych miast! Pod tym względem my, ludzie, upodabniamy się już do Płazów — żyjemy intensywniej w nocy niż za dnia.

Gdyby chociaż te Salamandry nie były takie przeciętne! — wykrzyknął w końcu przygnębiony X. — Owszem, są jako tako wykształcone, ale przez to są jeszcze bardziej ograniczone, bowiem przyswoiły sobie z ludzkiej cywilizacji tylko to, co jest w niej przeciętnego i użytecznego, mechanicznego i powtarzalnego. Stoją u boku ludzkości, jak famulus Wagner u boku Fausta. Uczą się z tych samych książek co ludzki Faust, z tą tylko różnicą, że im to wystarcza i że nie rodzi się w nich żadna wątpliwość. A najstraszliwsze jest to, że rozmnożyły ten użyteczny, bezmyślny i ograniczony typ cywilizowanej przeciętności na wielką skalę, w milionach i miliardach takich samych egzemplarzy. Albo nie, mylę się, najbardziej przerażające jest to, że odnoszą taki sukces. Nauczyły się używać maszyn i liczb, i okazało się, że to wystarczy, by stały się panami całego świata. Usunęły z ludzkiej cywilizacji wszystko, co było w niej niecelowe, żartobliwe, fantastyczne albo archaiczne. W ten sposób pozbawiły ją tego, co w niej było ludzkie, i przejęły jedynie jej praktyczną, techniczną i utylitarną stronę. I ta żałosna karykatura ludzkiej cywilizacji zalała cały świat; buduje cuda techniki, odnawia naszą starą planetę i zaczyna fascynować samą ludzkość. Od swojego ucznia i sługi będzie się Faust uczyć tajemnicy sukcesu i przeciętności. Albo ludzkość zmierzy się z Płazami w dziejowym konflikcie na śmierć i życie, albo nieodwracalnie zamieni się w Jaszczury. Jeśli o mnie chodzi — kończył X melancholijnie — widziałbym raczej to pierwsze.

A więc X was ostrzega — kontynuował jeszcze nieznany autor. — Jeszcze możecie strząsnąć z siebie tę zimną i śliską obręcz, która nas wszystkich obejmuje. Musimy pozbyć się Salamander. Jest ich zbyt wiele. Są uzbrojone i mogą obrócić przeciwko nam arsenał wojenny, o którego sile nie wiemy prawie nic. Lecz groźniejsze niebezpieczeństwo dla nas ludzi tkwi nie w ich sile, a w ich skutecznym, ba — zwycięskim niedowartościowaniu. Nie wiem, czego powinniśmy się bardziej obawiać — ich ludzkiej cywilizacji czy ich podstępnego, chłodnego i zwierzęcego okrucieństwa. A te dwie rzeczy razem wzięte dają coś niewyobrażalnie przerażającego i niemal diabelskiego. W imię kultury, w imię chrześcijaństwa i ludzkości musimy uwolnić się od Płazów.

Idioci — wołał anonimowy apostoł — przestańcie wreszcie karmić Płazy! Przestańcie dawać im pracę, zrezygnujcie z ich usług, zostawcie je, niech się wyniosą dokądkolwiek, gdzie się same wyżywią, tak jak inne wodne stworzenia! Sama przyroda zrobi porządek z ich nadmiarem. Byle tylko ludzie, ludzka cywilizacja i ludzka historia nie pracowały dłużej na rzecz Salamander!