„na zaporach missisipi pracuje już kilka tysięcy ludzi stop żeby choć przestało padać stop potrzebujemy motyki łopaty wozy ludzi stop wysyłamy pomoc do plaquemine leje im się na łeb tym gamoniom”.

Depesza z Fort Jackson:

„o wpół do drugiej w nocy morska fala zabrała nam trzydzieści domów nie wiemy co to było chyba z siedemdziesiąt osób utonęło dopiero teraz naprawiłem aparat urząd pocztowy też morze uniosło halo telegrafujcie prędko co to właściwie było telegrafista fred dalton halo przekażcie minnie lacost że nic mi się nie stało mam tylko złamaną rękę i straciłem ubranie ale najważniejsze że telegraf jest w porządku fred”.

Z Port Eads dotarła najbardziej lakoniczna wiadomość:

„mamy zabitych burywood całe zmiecione przez morze”.

Tymczasem — było to około ósmej rano — wracały pierwsze samoloty wysłane nad dotknięte klęską tereny. „Całe wybrzeże od Port Arthur (w Teksasie) aż po Mobile (w Arizonie) zostało ponoć w nocy zalane falą przypływu. Wszędzie widać porwane przez wodę albo uszkodzone domy. Południowo-zachodnia Luizjana (od drogi Lake Charles — Alexandria — Natches) i południowe Missisipi (aż po linię Jackson — Hattiesburg — Pascagoula) są zalane błotem. W Vermillion Bay wdziera się w ląd nowa zatoka morska o szerokości od trzech do dziesięciu kilometrów, sięgająca zygzakowato w głąb lądu niczym długi fiord, aż prawie po Plaquemine. New Iberia wydaje się być poważnie zniszczona, ale widać dużo ludzi, którzy usuwają błoto zalewające domy i drogi. Nie dało się lądować. Najwięcej ofiar będzie chyba na wybrzeżu. Na wprost Point au Fer tonie parowiec, prawdopodobnie meksykański. W pobliżu Chadeleur Islands morze pokryte jest jakimiś szczątkami. Deszcz na całym obszarze ustaje. Widzialność dobra”.

Pierwsze specjalne wydania nowoorleańskich gazet wyszły już po czwartej rano. Z upływem dnia przybywało nowych wydań i szczegółów. O ósmej rano gazety przynosiły już fotografie dotkniętego kataklizmem terenu i mapy nowej morskiej zatoki. O wpół do dziewiątej drukowały wywiad z wybitnym sejsmologiem z uniwersytetu w Memphis, doktorem Wilburem R. Brownellem, na temat przyczyn trzęsienia ziemi w Luizjanie.

„Na razie nie możemy wyciągać ostatecznych wniosków — oświadczył sławny uczony — ale wydaje się, że te wstrząsy nie mają nic wspólnego z aktywnością wulkaniczną, dotychczas bardzo ożywioną w środkowomeksykańskim paśmie wulkanicznym, leżącym dokładnie naprzeciwko poszkodowanego obszaru. Dzisiejsze trzęsienie ziemi wydaje się być raczej pochodzenia tektonicznego, to znaczy zostało wywołane przez napór górskich mas — z jednej strony Gór Skalistych i Sierra Madre, z drugiej zaś pogórza Appalachów — na rozległą depresję Zatoki Meksykańskiej, której kontynuacją jest szeroka nizina w dolnym biegu Missisipi. Rozpadlina wybiegająca teraz z Vermillion Bay jest tylko nowym i stosunkowo mało istotnym uskokiem, drobnym epizodem w geologicznym osiadaniu, wskutek którego powstała Zatoka Meksykańska i Morze Karaibskie, łącznie z wieńcem Wielkich i Małych Antyli, tą pozostałością dawnego zwartego pasma górskiego. Bez wątpienia środkowoamerykańskie osiadanie będzie postępować dalej, w postaci nowych wstrząsów, uskoków i szczelin. Nie można wykluczyć, że rozpadlina vermilliońska jest zaledwie uwerturą do ożywionego procesu tektonicznego, którego epicentrum znajduje się właśnie w Zatoce Meksykańskiej. W takim przypadku możemy być świadkami ogromnych katastrof geologicznych, w wyniku których niemal jedna piąta terytorium Stanów Zjednoczonych mogłaby znaleźć się na dnie morza. Gdyby do tego doszło, moglibyśmy z dużym prawdopodobieństwem oczekiwać, że dno morza zacznie się podnosić w okolicach Antyli albo jeszcze bardziej na wschód, w miejscach, gdzie według dawnych mitów znajdowała się Atlantyda.

Natomiast — kontynuował słynny naukowiec nieco łagodniej — nie należy traktować poważnie obaw, że na dotkniętym kataklizmem obszarze może pojawić się aktywność wulkaniczna. Rzekome kratery wyrzucające z siebie błoto są niczym innym jak erupcjami gazów błotnych, do których doszło na rozpadlinie vermilliońskiej. Nie zdziwiłbym się, gdyby w namuliskach Missisipi pojawiały się ogromne podziemne bańki gazów, które w zetknięciu z powietrzem mogą eksplodować i unosić w górę setki tysięcy ton wody i błota. Jednakże dla definitywnego wyjaśnienia — powtarzał doktor W. R. Brownell — potrzebne będą dalsze badania”.

Podczas gdy maszyny rotacyjne w redakcjach gazet drukowały wypowiedzi Brownella dotyczące katastrof geologicznych, gubernator stanu Luizjana otrzymał z Fort Jackson telegram następującej treści: