Następnego dnia rząd brytyjski w odpowiedzi na interpelację w parlamencie poinformował, że: z wojskowego punktu widzenia uczyniono wszystko dla obrony brytyjskiego wybrzeża; nie można wykluczyć kolejnych, znacznie rozleglejszych ataków na ziemię brytyjską; rząd Jego Wysokości nie może jednak pertraktować z wrogiem, który nie oszczędza cywilów ani kobiet. (Zgoda). Dziś już nie chodzi o losy Anglii, lecz o cały cywilizowany świat. Wielka Brytania jest skłonna rozważyć międzynarodowe gwarancje, które by ograniczyły te straszliwe i barbarzyńskie ataki zagrażające ludzkości.
Kilka tygodni później zwołana została konferencja przedstawicieli wszystkich państw świata w Vaduz.
Odbyła się ona w Vaduz, ponieważ w Alpach nie istniało zagrożenie ze strony Płazów, a ponadto tam właśnie już wcześniej schroniła się większość zamożnych i wybitnych osobistości z krajów nadmorskich. Konferencja, jak powszechnie przyznawano, zabrała się energicznie do rozwiązania aktualnych światowych problemów. W pierwszym rzędzie wszystkie kraje (łącznie ze Szwajcarią, Abisynią, Afganistanem, Boliwią i innymi państwami śródlądowymi) zdecydowanie odmówiły uznania Płazów za samodzielne walczące mocarstwo, głównie dlatego, że potem także ich Salamandry mogłyby się uważać za członków jaszczurczego państwa. Niewykluczone, że uznane w ten sposób ich państwo chciałoby wykonywać zwierzchność nad wszystkimi wodami i wybrzeżami, gdzie żyją Płazy. Z tego powodu zarówno z prawnego, jak i z praktycznego punktu widzenia nie można wypowiedzieć Salamandrom wojny albo zastosować wobec nich innej formy międzynarodowego nacisku. Każde państwo ma prawo wystąpić tylko przeciwko swoim Płazom. Jest to jego czysto wewnętrzna sprawa. Dlatego nie może być mowy o zbiorowym dyplomatycznym albo wojskowym démarche przeciwko Płazom. Państwom napadniętym przez Jaszczury należy udzielić międzynarodowej pomocy jedynie w taki sposób, że udzieli się im zagranicznych pożyczek na skuteczną obronę.
Następnie Anglia zgłosiła propozycję, żeby wszystkie państwa zobowiązały się przynajmniej, że przestaną dostarczać Płazom broń i materiały wybuchowe. Po starannym namyśle propozycja ta została odrzucona, głównie dlatego, że to zobowiązanie jest już zawarte w Konwencji Londyńskiej. Po drugie, żadnemu państwu nie można zabronić, żeby dostarczało swym Płazom „jedynie na własne potrzeby” wyposażenie techniczne i broń do obrony własnych wybrzeży. Po trzecie, państwom nadmorskim „zależy naturalnie na utrzymaniu dobrych stosunków z mieszkańcami morza” i dlatego uważają za właściwe „powstrzymanie się na razie od wszelkich środków, które Płazy mogłyby uznać za represyjne”. Niemniej jednak wszystkie państwa skłonne są obiecać, że będą dostarczać broń i materiały wybuchowe także tym krajom, które Salamandry zaatakują.
W trakcie tajnych obrad została przyjęta propozycja kolumbijska, żeby podjąć z Płazami przynajmniej nieoficjalne negocjacje. Chief Salamander zostanie poproszony, żeby wysłał na konferencję swych pełnomocników. Przedstawiciel Wielkiej Brytanii zdecydowanie zdystansował się wobec tego, odmawiając obradowania wspólnie z Płazami. W końcu jednak zadowolił się tym, że wyjedzie w tym czasie ze względów zdrowotnych do Engadyny. Tej nocy przy użyciu szyfrów państwowych wszystkich mocarstw nadmorskich zostało wyemitowane wezwanie, aby Jego Ekscelencja pan Chief Salamander wyznaczył swych przedstawicieli i wysłał ich do Vaduz. Odpowiedzią było ochrypłe: „Dobrze, tym razem jeszcze przyjdziemy do was, ale w przyszłości to wasi delegaci przyjdą do mnie, do wody”. Po czym nastąpiło jeszcze oficjalne oświadczenie: „Upoważnieni przedstawiciele Płazów przyjadą pojutrze wieczorem Orient Expressem na stację Buchs”.
W jak najszybszym tempie czyniono wszystkie przygotowania na przyjęcie Płazów. Przygotowano najbardziej luksusowe wanny w Vaduz, a specjalny pociąg przywiózł w cysternach wodę morską do tychże wanien dla delegatów. Wieczorem na dworcu w Buchs miało się odbyć jedynie nieoficjalne przywitanie. Przybyli nań tylko sekretarze poszczególnych delegacji, przedstawiciele miejscowych urzędów i około dwustu dziennikarzy, fotografów i filmowców. Dokładnie o 6:25 Orient Express wjechał na stację. Z salonki wysiedli na czerwony dywan trzej wysocy, eleganccy panowie, a za nimi kilku nienagannie ubranych, dziarskich sekretarzy z ciężkimi aktówkami. „A gdzie są Płazy?” — zapytał ktoś stłumionym głosem. Dwaj albo trzej oficjele wyszli niepewnie na spotkanie owym trzem panom. Wtedy pierwszy z nich dyskretnie i szybko powiedział: „Jesteśmy delegacją Płazów. Ja jestem profesor doktor van Dott z Hagi. A to maître Rosso Castelli, adwokat z Paryża i doktor Manoel Carvalho, adwokat z Lizbony”. Panowie ukłonili się i przedstawili. „To wy nie jesteście Płazami?” — wykrztusił francuski sekretarz. „Oczywiście, że nie — rzekł doktor Rosso Castelli. — Jesteśmy ich adwokatami. Pardon, ci panowie chyba chcą filmować”. Potem uśmiechająca się delegacja Płazów była z zapałem filmowana i fotografowana. Również obecni sekretarze prawników okazywali swe zadowolenie. Trzeba przyznać, że te Salamandry zachowały się rozsądnie i przyzwoicie, przysyłając jako swych przedstawicieli ludzi. Z ludźmi da się rozmawiać. A przede wszystkim odpada nieprzyjemne towarzyskie zakłopotanie.
Jeszcze tej samej nocy odbyła się pierwsza narada z delegatami Płazów. W porządku obrad znalazł się problem jak najszybszego odnowienia pokoju między Płazami i Wielką Brytanią. O głos poprosił profesor van Dott.
— Nie podlega dyskusji — powiedział — że Płazy zostały napadnięte przez Wielką Brytanię. Brytyjska kanonierka „Erebus” zaatakowała na pełnym morzu naszą pływającą radiostację. Brytyjska admiralicja naruszyła pokojowe kontakty handlowe z Płazami przez to, że zabroniła załodze okrętu „Amenhotep” wyładować zamówionego ładunku materiałów wybuchowych. I trzecia rzecz: rząd brytyjski swym zakazem jakichkolwiek dostaw rozpoczął blokadę Salamander. Płazy nie mogły skarżyć się na te nieprzyjacielskie działania ani w Hadze, gdyż Konwencja Londyńska nie dała Płazom prawa skargi, ani w Genewie, ponieważ nie są członkami Ligi Narodów. Nie pozostało im więc nic innego, niż sięgnąć po samoobronę. Pomimo tego Chief Salamander jest skłonny wstrzymać działania wojenne pod następującymi warunkami: po pierwsze, Wielka Brytania przeprosi Płazy za wyżej wymienione krzywdy; po drugie, odwoła wszystkie zakazy dostaw dla Płazów; po trzecie, w ramach odszkodowania odstąpi Salamandrom bez wynagrodzenia nizinne dorzecza w Pendżabie, żeby mogły tam utworzyć nowe wybrzeża i zatoki morskie.
Na to przewodniczący konferencji oświadczył, że przekaże te warunki swemu szanownemu przyjacielowi, przedstawicielowi Wielkiej Brytanii, który akurat jest nieobecny. Nie ukrywał jednak obaw, że te warunki będą trudne do przyjęcia. Niemniej należy mieć nadzieję, że możemy w nich upatrywać punkt wyjścia do dalszych rozmów.
Potem pod obrady poddana została skarga Francji w sprawie wybrzeża Senegambii, które Płazy wysadziły w powietrze, ingerując w ten sposób we francuskie posiadłości kolonialne. O głos poprosił przedstawiciel Płazów, sławny paryski adwokat, doktor Julien Rosso Castelli.