— Biorą? — zapytał syn.

— Niezbyt — mruknął staruszek. — Popłyniemy wyżej, nie?

Jest piękne niedzielne popołudnie. To jeszcze nie ta pora, kiedy ci durnie i wałkonie wracają do domów z meczu piłki nożnej i tym podobnych bzdur. Praga jest pusta i cicha. Tych paru ludzi, którzy przechadzają się po nabrzeżu, nigdzie się nie spieszy i kroczy powoli i dostojnie. Są to rozumni ludzie, którzy nie gromadzą się i nie wyśmiewają z wełtawskich wędkarzy.

— No więc co piszą w gazetach? — zapytał Povondra z ojcowską surowością.

— Zupełnie nic, tato — odparł syn. — Przeczytałem tylko, że te Płazy już są niedaleko Drezna.

— To mają Niemcy przerąbane — skonstatował stary pan. — Wiesz, Franku, ci Niemcy to był bardzo dziwny naród. Wykształcony, ale dziwny. Znałem jednego Niemca, był szoferem w jakiejś fabryce. To był strasznie gburowaty człowiek. Ale wóz miał pierwsza klasa, to prawda. Patrzcie państwo, to Niemcy już też zniknęły z mapy świata — zadumał się Povondra. — A tak się dawniej puszyli! To było straszne: tylko armia i tylko wojsko... Szkoda gadać, Płazom nawet Niemiec nie da rady. Wiesz, że ja te Płazy znam. Pamiętasz, jak ci je pokazywałem, gdy byłeś mały?

— Niech tata uważa — powiedział syn. — Ryba bierze.

— To tylko śliz — mruknął staruszek i poruszył kijem. „No proszę, Niemcy też — pomyślał sobie. — Cóż, człowiek się już niczemu nie dziwi. Ile kiedyś było krzyku, gdy te Płazy zatopiły jakiś kraj! Choćby to była tylko Mezopotamia albo Chiny, w gazetach było o tym pełno. Dziś już się tym tak nie przejmują — dumał melancholijnie Povondra, mrużąc oczy nad swą wędką. — Człowiek się przyzwyczaja, co robić. U nas ich nie ma, więc co? Gdyby tylko nie było takiej drożyzny! Na przykład, ile dziś chcą za kawę... Prawda, Brazylia już też zniknęła w głębinach. Czuje się to w sklepach, kiedy kawał świata poszedł na dno!”.

Spławik Povondry zatańczył na łagodnych falkach. „Ile tego te Płazy już zalały morzem — wspominał w myślach starszy pan. — Egipt i Indie, i Chiny... Ani Rosji nie oszczędziły. A taki to był wielki kraj, ta Rosja! Kiedy człowiek pomyśli, że Morze Czarne rozciąga się teraz aż w górę, do północnego kręgu polarnego... ileż to wody! Mocno nam już te lądy poobgryzały! Dobrze chociaż, że tak wolno im to idzie...”.

— Mówisz — odezwał się staruszek — że te Płazy są już pod Dreznem?