Heavies to cięższe, bardziej atletycznie zbudowane, zazwyczaj dwuletnie Płazy, których waga waha się od stu do stu dwudziestu funtów. Sprzedawane są jedynie w drużynach (tzw. bodies) po sześć osobników. Są wyćwiczone do najcięższych prac fizycznych, jak kruszenie kamieni, usuwanie skał i tym podobnych. Jeśli w przytoczonej informacji jest napisane „Heavy 317”, oznacza to, że za drużynę (body) składającą się z sześciu ciężkich Płazów trzeba zapłacić trzysta siedemnaście dolarów. Na każdą drużynę przypada z reguły jeden Leading jako kierownik i nadzorca.

Teams to zwykłe pracujące Płazy o wadze od osiemdziesięciu do stu funtów, które są sprzedawane wyłącznie w zespołach (teamach) po dwadzieścia sztuk. Są przeznaczone do prac zespołowych i używa się ich chętnie do bagrowania, budowania nasypów albo tam i tym podobnych rzeczy. Na każdy team liczący dwudziestu osobników przypada jeden Leading.

Odd Jobs są klasą samą dla siebie. Są to Płazy, które z różnych powodów nie przeszły zbiorowego i specjalistycznego szkolenia, na przykład dlatego, że dorastały poza wielkimi, fachowo zarządzanymi jaszczurczymi farmami. Są to właściwie na wpół dzikie, ale często bardzo uzdolnione Płazy. Kupuje się je po jednej sztuce albo po tuzinie i używa się do różnych prac pomocniczych lub drobniejszych zadań, do których nie warto odkomenderowywać całych drużyn czy zespołów. Jeśli Leadings możemy uważać za elitę wśród Płazów, to Odd Jobs stanowią coś w rodzaju drobnego proletariatu. W ostatnim czasie są chętnie kupowane jako jaszczurczy surowiec, który poszczególni przedsiębiorcy dalej hodują i dzielą na Leadings, Heavies, Teams lub Trash.

Trash czyli śmieci (odpadki) to mniej wartościowe, słabe albo niepełnosprawne Płazy, których nie sprzedaje się pojedynczo ani w określonych partiach, lecz zbiorowo na wagę, zwykle całymi dziesiątkami ton; kilogram żywej wagi kosztuje dzisiaj od siedmiu do dziesięciu centów. Nie wiadomo właściwie, do czego służą i w jakim celu są kupowane — może do jakichś lżejszych prac w wodzie. Żeby nie doszło do nieporozumienia, przypominamy, że Płazy są dla ludzi niejadalne. Ten Trash kupują niemal na pniu chińscy handlarze; dokąd je wywożą, nie wiadomo.

Spawn to po prostu narybek Płazów, a dokładniej rzecz biorąc, kijanka maksymalnie roczna. Sprzedaje i kupuje się je całymi setkami i cieszą się one dużym popytem, głównie dlatego, że są tanie i ich transport jest najmniej kosztowny. Dopiero na miejscu dostawy hoduje się je nadal do czasu, aż będą zdolne do pracy. Spawn transportuje się w beczkach, bowiem kijanki nie opuszczają wody, tak jak to muszą czynić codziennie dorosłe Płazy. Często bywa tak, że ze Spawn wyrastają jednostki niezwykle uzdolnione, przewyższające nawet standardowy typ Leading. Dzięki temu handel narybkiem bywa szczególnie interesujący. Najbardziej uzdolnione Płazy sprzedawane są potem po kilkaset dolarów za sztukę. Amerykański milioner Denicker zapłacił nawet dwa tysiące dolarów za Płaza, który płynnie mówił dziewięcioma językami, i polecił przetransportować go specjalnym statkiem do Miami; sam transport kosztował prawie dwadzieścia tysięcy dolarów. Ostatnimi czasy narybek Płazów jest chętnie kupowany dla tak zwanych stajni, gdzie wybiera się i trenuje szybkie, sportowe Płazy. Zaprzęga się je potem trójkami do płytkich łodzi w kształcie muszli. Zawody muszli ciągniętych przez Płazy są obecnie bardzo modne i stanowią ulubioną zabawę młodych Amerykanek w Palm Beach, Honolulu czy na Kubie; noszą one nazwę Triton-Races albo Regaty Wenus. W lekkiej, ozdobnej muszli, ślizgającej się po powierzchni morza, stoją zawodniczki w jak najpiękniejszych i najbardziej powabnych strojach kąpielowych i trzymają w rękach jedwabne lejce potrójnego zaprzęgu Płazów. Rywalizuje się o tytuł Wenus. Mr J. S. Tinker, zwany Królem Konserw, kupił dla swej córeczki zaprzęg zawodniczych Płazów — Posejdona, Hengista i King Edwarda za co najmniej trzydzieści sześć tysięcy dolarów. To wszystko jednak wykracza już poza ramy właściwego S-Trade, który ogranicza się do tego, że dostarcza całemu światu solidnych pracujących Leadings, Heavies i Teams.

Wspomnieliśmy już o farmach Płazów. Niech czytelnik nie wyobraża sobie ogromnych stajni hodowlanych i zagród. Jest to kilka kilometrów pustego wybrzeża, na którym są rozrzucone domki z blachy falistej. Jeden domek jest przeznaczony dla weterynarza, jeden dla kierownika, a pozostałe dla personelu dozorującego. Dopiero podczas odpływu widać, że od brzegu biegną w morze długie tamy, dzielące wybrzeże na kilka basenów. Jeden jest dla narybku, drugi dla klasy Leading i tak dalej. Każdy rodzaj jest karmiony i ćwiczony oddzielnie, w nocy. Po zmierzchu Płazy wychodzą ze swych nor na brzeg i gromadzą się wokół nauczycieli; są to zazwyczaj emerytowani żołnierze. Najpierw jest lekcja mówienia. Nauczyciel odczytuje Płazom słowa, na przykład „kopać”, i wyjaśnia im obrazowo ich znaczenie. Potem ustawia je czwórkami i uczy maszerować. Teraz następuje półgodzinna gimnastyka i odpoczynek w wodzie. Po przerwie Płazy uczą się obchodzenia z różnymi narzędziami i bronią, po czym mniej więcej przez trzy godziny, pod nadzorem nauczycieli, wykonują praktyczne zajęcia z zakresu budownictwa wodnego. Później wracają do wody i są karmione specjalnymi sucharami, które zawierają głównie mąkę kukurydzianą i łój; Leadings i Heavies są dokarmiane mięsem. Lenistwo i nieposłuszeństwo karze się pozbawieniem jedzenia, innych kar cielesnych nie ma; zresztą wrażliwość Salamander na ból jest znikoma. Wraz ze wschodem słońca na farmach Płazów nastaje martwa cisza. Ludzie idą spać, a Płazy znikają pod wodą.

Ten bieg rzeczy zmienia się w ciągu roku tylko dwa razy. Raz w okresie parzenia, gdy Płazy przez czternaście dni są pozostawione same sobie, i powtórnie — gdy na farmę przypływa statek Syndykatu Płazów i przywozi kierownikowi polecenia, ile Płazów poszczególnych klas ma zostać zabranych. Rekrutacja odbywa się w nocy; oficer okrętowy, kierownik farmy i weterynarz siedzą przy stoliku z lampą, podczas gdy dozorcy i załoga statku zamykają Salamandrom odwrót do morza. Potem jeden Płaz za drugim podchodzi do stolika i zostaje uznany za zdatnego lub nie. Wybrane Płazy wsiadają następnie do łodzi, które odwożą je na statek. Robią to na ogół dobrowolnie, to znaczy na sam ostry rozkaz; tylko czasem trzeba użyć delikatnej przemocy, jaką jest związanie. Spawn czyli narybek jest łowiony za pomocą sieci.

Podobnie w sposób humanitarny i higieniczny odbywa się transport Płazów na statku-cysternie; co drugi dzień wymienia się im pompami wodę w basenach i są one obficie karmione. Śmiertelność podczas transportu wynosi poniżej dziesięciu procent. Na życzenie Towarzystwa Ochrony Zwierząt na każdym tankowcu obecny jest kapelan okrętowy, który czuwa nad ludzkim traktowaniem Salamander i co noc wygłasza do nich kazanie, w którym zaszczepia im w sercach zwłaszcza szacunek do ludzi oraz pełne wdzięczności posłuszeństwo i miłość w stosunku do ich przyszłych pracodawców, którzy nie pragną niczego innego, jak tylko po ojcowsku troszczyć się o ich pomyślność. Oczywiście bardzo trudno jest wytłumaczyć Płazom, na czym polega ojcowska troska, nie znają one bowiem pojęcia ojcostwa. Wśród bardziej wykształconych Salamander przyjęło się nazywać kapelanów okrętowych Papa Płaz. Bardzo sprawdziły się także filmy edukacyjne, za pomocą których pokazuje się Płazom podczas transportu z jednej strony cuda ludzkiej techniki, z drugiej zaś ich przyszłe prace i obowiązki.

Są ludzie, którzy skrót S-Trade (Salamander-Trade) tłumaczą jako Slave-Trade, czyli handel niewolnikami. Otóż, jako bezstronni obserwatorzy możemy powiedzieć, że gdyby dawny handel niewolnikami był tak dobrze zorganizowany i tak doskonale pod względem higienicznym prowadzony jak dzisiejszy handel Płazami, moglibyśmy niewolnikom tylko gratulować. Zwłaszcza droższe Salamandry traktuje się bardzo przyzwoicie i oszczędnie, już choćby dlatego, że kapitan i załoga statku ręczą swoim wynagrodzeniem za życie powierzonych im Płazów. Autor tego artykułu był świadkiem, jak bardzo nawet ci najtwardsi marynarze na tankowcu Syndykatu Płazów byli przejęci, gdy dwieście czterdzieści pierwszorzędnych Płazów w jednym zbiorniku dostało ostrej biegunki. Chodzili im się przyglądać z oczami niemal pełnymi łez i dawali swym ludzkim uczuciom ujście we właściwy sobie szorstki sposób: „Diabli nam te ścierwa nadali!”.

47. dzikie odłowy Płazów milcząco uważano za naturalną regulację ich populacji — Przytaczamy autentyczny ówczesny opis: