Jeśli się dobrze uczyłyśmy, czytała nam w nagrodę współczesną poezję, na przykład wiersze François Coppé [Coppé, François (1842–1908): popularny w swoim czasie francuski poeta i dramaturg; przyp. tłum.]. »To wprawdzie zbyt nowoczesne — mówiła — ale w końcu to też należy dzisiaj do dobrego wykształcenia«. Pod koniec roku szkolnego urządzano akademię, na którą był zapraszany pan prefekt z Nicei oraz inne dostojne osobistości. Najzdolniejsi i bardziej zaawansowani w nauce uczniowie, którzy mieli już płuca, byli suszeni przez woźnego i ubierani w białe togi. Potem przedstawiali za cienką kurtyną (żeby damy się ich nie przestraszyły) bajki La Fontaine’a, wzory matematyczne i kolejnych władców z dynastii Kapetyngów z odpowiednimi datami. Następnie pan prefekt w długiej i pięknej przemowie wyrażał wdzięczność i szacunek naszej drogiej pani dyrektor, na czym radosny dzień się kończył. Podobnie jak o nasz rozwój duchowy troszczono się też o nasz fizyczny dobrostan. Raz w miesiącu badał nas miejscowy weterynarz, a co pół roku każdy z nas był ważony, czy ma przepisową wagę. Nasza droga dyrektorka szczególnie kładła nam do głowy, żebyśmy zrezygnowali z ohydnego, bezwstydnego zwyczaju tańców przy księżycu. Wstyd powiedzieć, ale mimo to niektórzy bardziej dojrzali wychowankowie potajemnie w czasie pełni księżyca dopuszczali się tej zwierzęcej niegodziwości. Mam nadzieję, że nasza matczyna przyjaciółka nigdy się o tym nie dowiedziała. Złamałoby to jej wielkie, szlachetne i pełne miłości serce”.
53. skończyło się na tym, że w każdym narodzie propagowano inny Język Uniwersalny — Sławny filolog Curtius w dziele Janua linguarum aperta proponował między innymi, żeby jako jedyny język porozumiewania się Płazów zaadoptowano łacinę złotego wieku Wergiliusza. »Od nas zależy dzisiaj — wołał — czy łacina, ten język najdoskonalszy, najbogatszy w reguły gramatyczne i najlepiej opracowany pod względem naukowym, stanie się znów żywą i ogólnoświatową mową. Jeśli wykształcona ludzkość nie skorzysta z tej okazji, zróbcie to wy same, Salamandrae, gens maritima. Wybierzcie na wasz język ojczysty eruditam linguam Latinam, jedyny język godny tego, żeby nim mówił orbis terrarum. Nieśmiertelna będzie wasza zasługa, Salamandrae, jeśli wskrzesicie do nowego życia wieczny język bogów i herosów. Bowiem razem z tym językiem, gens Tritonum, przejmiecie kiedyś dziedzictwo panującego nad światem Rzymu«.
Natomiast pewien łotewski telegrafista imieniem Wolteras, razem z pastorem Mendeliusem wynaleźli i opracowali szczególny język dla Płazów, nazwany językiem pontyckim (pontic lang). Wykorzystali w tym celu elementy wszystkich języków świata, zwłaszcza narzeczy afrykańskich. Ów język pontycki rozszerzył się szczególnie w krajach północnych, niestety tylko wśród ludzi. W Uppsali powstała nawet katedra tego języka, ale spośród Płazów, o ile wiadomo, nie mówił tym językiem ani jeden. Prawdę powiedziawszy, najbardziej wśród Salamander przyjął się Basic English, który później stał się oficjalnym językiem Płazów.
54. Nie wierzmy nikomu na świecie, nie mamy tam ni jednego przyjaciela — Jest to początek wiersza Nie wierzmy nikomu z tomu Jitřní písnĕ Josefa Svatopluka Čecha (1946). [przypis tłumacza]
55. Język czeski dla Płazów (...) — Por. felieton pióra Jaromíra Seidla-Novoměstskiego, zachowany w zbiorach Povondry.
Nasz przyjaciel na wyspach Galapagos
Odbywając z małżonką, poetką Jindřišą Seidlową-Chrudimską, podróż dookoła świata, aby czarem tylu nowych, potężnych wrażeń chociaż częściowo zagłuszyć ból po stracie naszej drogiej cioteczki, pisarki Bohumily Jandovej-Strešovickiej, dostaliśmy się aż na osamotnione, wieloma legendami owiane wyspy Galapagos. Mieliśmy tylko dwie godziny czasu i przeznaczyliśmy je na spacer brzegiem tej opuszczonej wyspy.
— Spójrz, jak przepięknie zachodzi dzisiaj słońce — powiedziałem do mej małżonki. — Czyż nie wygląda to tak, jakby całe niebo tonęło w zalewie złota i krwi?
— Czy pan raczy być Czechem? — rozległo się znienacka za nami pytanie wypowiedziane poprawną i czystą czeszczyzną.
Spojrzeliśmy zdumieni w tamtym kierunku. Nie było tam nikogo poza dużym czarnym Płazem, siedzącym na skałach i trzymającym w rękach coś, co wyglądało jak książka. Podczas naszej podróży dookoła świata widzieliśmy już kilka Płazów, ale nie mieliśmy dotąd okazji wdać się z nimi w rozmowę. Dlatego łaskawy czytelnik zrozumie nasze zdziwienie, kiedy na wybrzeżu tak pustym spotkaliśmy Płaza, a ponadto usłyszeliśmy pytanie w naszym ojczystym języku.