— O tym nie będę opowiadać. To się nie nadaje dla kulturalnych ludzi.

— To proszę opowiedzieć o czymś innym.

Yeah, opowiedzieć — burknął kapitan nieufnie. — A wy to potem sprzedacie jakiejś Company, a ta pośle tam swoje statki. Ja ci powiem, my lad12, ludzie to wielcy złodzieje. A najwięksi złodzieje to są ci bankers w Colombo.

— Bywał pan często w Colombo?

Yeah, często. W Bangkoku też i w Manili. Młodzieńcy — rzekł nagle — wiem o pewnym statku. Bardzo zgrabnym i za niewielkie pieniądze. Stoi w Rotterdamie. Pojedźcie go obejrzeć. Przecież Rotterdam to tu zaraz — pokazał palcem przez ramię. — Teraz statki są strasznie tanie, chłopcy. Jak stare żelastwo. A ten ma tylko sześć lat i silnik Diesla. Chcecie go zobaczyć?

— Nie możemy, panie Vantochu.

— Dziwni z was ludzie — westchnął kapitan i wysmarkał się głośno do niebieskiej chustki. — A nie znacie tu kogoś, kto chciałby kupić statek?

— Tutaj, w Jevíčku?

Yeah, tutaj albo w okolicy. Ja bym chciał, żeby ten wielki interes przyszedł tu, do my country.

— To bardzo ładnie z pana strony, kapitanie.