— Muszle?
— Yeah. Te muszle, co się trzymają kamieni tak mocno, jak silna jest żydowska wiara, i trzeba je odciąć nożem. No i wtedy te jaszczury przyglądały się tym Singhales, a ci myśleli, że to są morskie diabły. To bardzo prymitywny lud, ci Singhales i Bataks. Gadali, że ponoć tam są diabły. Yeah. — Kapitan wydmuchał głośno nos w chustkę. — Nie dało mi to, człowieku, spokoju. Nie wiem, czy to tylko my, Czesi, jesteśmy takim ciekawskim narodem, ale gdziekolwiek spotkałem naszego rodaka, wszędzie musiał we wszystko wetknąć nos, żeby niby poznać, co się za tym kryje. Myślę, że to się bierze stąd, że my, Czesi, nie chcemy w nic wierzyć. Więc wbiłem sobie do mej starej, głupiej łepetyny, że muszę się tym diabłom bliżej przyjrzeć. Swoją drogą byłem też pijany, to prawda, ale to dlatego, że wciąż miałem w głowie te głupie diabły. Tam na dole, na equator17, wszystko jest możliwe, człowieku. Więc poszedłem wieczorem rozejrzeć się w tej Devil Bay...
Pan Bondy próbował sobie wyobrazić tropikalną zatokę otoczoną skałami i dżunglą.
— No i?
— Usiadłem tam i robiłem „ts-ts-ts”, żeby te diabły przyszły. I po chwili wyszedł z morza jeden taki jaszczur, stanął na tylnych łapach i zaczął kręcić całym ciałem. I syczał na mnie „ts-ts-ts”. Gdybym nie był pijany, to bym może do niego strzelił. Ale ja byłem, przyjacielu, nawalony jak Anglik, więc powiedziałem: „Chodź no tu, chodź, tapa-boy, nie zrobię ci nic złego”.
— Mówił pan do niego po czesku?
— Nie, po malajsku. Tam się najczęściej mówi malayan, chłopcze. On nic, tylko przestępuje z łapy na łapę i kręci się, jak dziecko, kiedy się wstydzi. A dokoła w wodzie były setki tych jaszczurów, wystawiały z wody pyski i patrzyły na mnie. A ja, ponieważ byłem pijany, przyznaję, kucnąłem i zacząłem się kręcić jak ten jaszczur, żeby się mnie nie bały. A potem wylazł z wody drugi jaszczur, wielkości dziesięcioletniego chłopca, i też zaczął tak dreptać. A w przedniej łapie trzymał muszlę perłopława. — Kapitan się napił. — Na zdrowie, panie Bondy! Prawda, byłem mocno pijany, więc powiadam do niego: „Ty cwaniaku, ty chcesz, żebym to ja otworzył tę muszlę? To chodź, ja ci ją mogę otworzyć nożem”. Ale on nic, wciąż nie miał odwagi. Zacząłem więc znowu tak się kręcić, jak bym był małą dziewczynką, która się kogoś wstydzi. Na to on przydreptał bliżej, a ja wyciągnąłem do niego powoli rękę i wziąłem tę muszlę z jego łapy. Prawdą jest, że baliśmy się obaj, może pan sobie wyobrazić, panie Bondy. Ale ja byłem pijany, to fakt. Wziąłem więc mój nóż i otworzyłem muszlę. Pomacałem palcem, czy nie ma tam perły, ale nie było jej, tylko te obrzydliwe gluty, ten śluzowaty mollusk18, który w tych muszlach żyje. „Masz — powiedziałem — „ts-ts-ts, zeżryj to sobie, jeśli chcesz”. I rzuciłem mu tę otwartą muszlę. Zdziwiłbyś się, chłopcze, jak on ją wylizał. To musi być dla tych jaszczurów ogromny titbit, jak to się mówi?
— Przysmak.
— Yeah, przysmak. Tylko że te małe biedaki nie mogą się dostać do twardych muszli tymi swoimi paluszkami. Mają ciężkie życie. — Kapitan się napił. — Ja sobie to potem przeanalizowałem, młodzieńcze. Kiedy te jaszczury zobaczyły, że ci Singhales odcinają te małże, powiedziały sobie: „aha, to oni je jedzą” i chciały podpatrzeć, jak Singhales będą je otwierać. Taki Singhales w wodzie przypomina trochę jaszczura, ale jaszczur jest mądrzejszy niż Singhales albo Batak, bo chce się czegoś nauczyć. A Batak nigdy niczego się nie nauczy, tylko złodziejstwa — dodał kapitan van Toch rozgoryczony. — I kiedy robiłem na tym brzegu „ts-ts-ts” i kręciłem się jak jaszczur, pomyślały sobie, że jestem może jakimś wielkim jaszczurem. Dlatego nawet nie bardzo się bały i przyszły do mnie, żebym im otwierał te muszle. Takie to są mądre i ufne zwierzęta. — Kapitan van Toch zaczerwienił się. — Kiedy je bliżej poznałem, panie Bondy, rozbierałem się do naga, żeby być do nich bardziej podobnym, takim golasem żebym był. Ale one się dziwiły, że mam takie owłosione piersi i te inne rzeczy. — Kapitan otarł chustką poczerwieniały kark. — Czy ja pana nie nudzę zbyt długą opowieścią, panie Bondy?
G. H. Bondy był oczarowany.