— Boję. Proszę cię, Abe, zabierz mnie stąd!
— Posłuchaj więc — powiedział. — Musimy się dostać do naszej łodzi. Chodź i nie bój się.
— Ale... ale one nam stoją na drodze — szczękała zębami Li. — Abe, nie poszedłbyś do nich sam? Ale nie wolno ci zostawić mnie tutaj!
— Przeniosę cię w ramionach — bohatersko zaproponował Mr Abe.
— Na to bym się zgodziła — odetchnął koteczek.
— Ale włóż na siebie płaszcz.
— Zaraz. — Panna Li układała sobie obiema rękami swoje słynne złote włosy. — Nie jestem strasznie rozczochrana? Abe, nie masz przy sobie kredki do warg?
Abe zarzucił jej na ramiona płaszcz.
— Chodź już lepiej, Li!
— Boję się — jęknął koteczek.