Mr Abe wziął ją na ręce. Li wydawało się, że jest lekka jak chmurka. „O kurcze, ona jest cięższa, niż myślałeś, co? — rzekł Abe’owi chłodny i krytyczny głos. — I masz teraz obie ręce zajęte, człowieku. Co by było, gdyby te zwierzęta na nas ruszyły?”.

— Nie chciałbyś tak trochę podbiec? — zaproponował koteczek.

— Chciałbym — wysapał Mr Abe, ledwie przebierając nogami. W tej chwili już szybko zapadał zmierzch. Abe zbliżał się do szerokiego półokręgu zwierząt.

— Prędzej, Abe, biegnij, biegnij — szeptała Li. Zwierzęta zaczęły kołysać się szczególnym, falistym ruchem i kręcić górną połową ciała.

— Biegnij, biegnij szybko! — załkał koteczek, wierzgając histerycznie nogami, a w kark Abe’a wpiły się pomalowane na srebrno paznokcie.

— Psiakrew, Li, daj spokój! — ryknął Abe.

— Najf — usłyszał obok szczeknięcie.

— Ts-ts-ts.

— Najf.

— Li.