— A-be.

Ktoś odbezpieczył rewolwer.

— Do diabła, nie strzelać! — syknął kapitan.

— Li! — zawołał Abe i przestał kręcić. — Judy, światło!

Li powoli, ociągając się wstała i uniosła ręce ku niebu. Leciutki szlafroczek zsunął się z jej ramion. Teraz stała tam w bieli, wyciągając wdzięcznie ręce nad głową, jak to czynią rozbitkowie, gdy odzyskują przytomność.

Mr Abe zaczął energicznie kręcić korbką.

— Cholera, Judy, świeć!

— Ts-ts-ts!

— Najf.

— Najf.