Podczas gdy Abe Loeb zajął swe miejsce przy aparacie, artystka położyła się na piasku jak umierający łabędź, a panna Greta poprawiła fałdy jej szlafroka.

— Żeby mi było widać kawałek nogi — wyszeptał rozbitek. — Gotowe? To odejdź! Teraz, Abe!

Abe zaczął kręcić korbką.

— Judy, światło!

Ale żadne światło się nie zapaliło. Z morza wynurzyły się kołyszące się cienie i zbliżały się do Li. Greta zasłoniła sobie usta ręką, żeby nie krzyczeć.

— Li! — zawołał Mr Abe. — Li, uciekaj!

— Najf!

— Ts-ts-ts.

— Li.

— Li