spogląda w lustro
Twarz, nędzna twarz! Podobizna ostatniego człowieka! Pokaż się, pokaż, tak dawno nie widziałem ludzkiej twarzy! Ludzkiego uśmiechu! Co, to ma być uśmiech? Te żółte, szczękające zęby? Oczy, czemu tak mrugacie? A fe, starcze łzy, precz mi z tym, precz! Wstyd, oczy, nie umiecie już utrzymać wilgoci w ryzach. A wy, rozmiękłe, posiniałe wargi, co tam bełkoczecie? Czemu się tak trzęsiesz, brodo pokryta plamami? I to ma być ostatni człowiek?
odwraca się
Nie chcę już nikogo widzieć!
siada przy biurku
Nie, nie, trzeba szukać! Przeklęte wzory, ożyjcie!
kartkuje
Czy zdołam to odnaleźć? — Zrozumieć? — Nauczyć się?
Pukanie.