— Ha, tego nikt nie wie. Ja myślę, że i Prusak także zaczął. A Szwedy to samo.
— Boże, mój Boże! — westchnęła Prouzowa. — I teraz ta drożyzna! Półtora tysiąca jedna świczka!
— A ja myślę — rozwiódł się Blahouš — że tę wojnę zrobiły Żydy, żeby zarobić. Ja wam to mówię.
— Żeby choć popadało — zauważyła Blahoušowa. — Kartofle lichota. Jak te orzechy.
— A oni sobie — wywodził Blahouš dalej — Pana Boga i tak i siak podpatrywali i szpiegowali, żeby wszystko mieli na kogo zwalić. Takie wymyślunki różne. Chcieli mieć wojnę i żeby nie było na nich. To wszystko oni zmajstrowali.
— Co za jedni?
— Tego nikt nie wie. Pewno się tak zgadali wszyscy, wszyscy, z papieżem i z Żydami. To byli ci... ci... Kalburaci! — krzyknął dziadzio Blahouš wzburzony. — Już ja bym im w oczy powiedział co i jak! Czy kto potrzebował jakiego nowego Pana Boga? Nam tu na wsi dobrze i z tym dawnym. Starczyło nam akurat. I dobry był, taki poczciwy i porządny. I nikomu się nie pokazywał i mieliśmy przynajmniej spokój.
— A wy, Prouzowa, po czemu sprzedajecie jajka?
— Teraz? Po dwa tysiączki.
— W Trutnowie podobno już po trzy...