W ten sposób liczba miast, wsi i wiosek, gdzie prawdopodobnie została stoczona ostatnia bitwa, sprowadza się do paru tysięcy (o ile uwzględniamy tylko Europę, która ma pierwszeństwo i prawo do Ostatniej Bitwy) i szczegółowe badania naukowe ustalą przynajmniej, gdzie się wojna skończyła, skoro w żaden sposób nie można ustalić, kto wojnę wygrał.

Ale kto wie — wizja jest taka zwodnicza! — może w pobliżu widowni ostatniego aktu światowej tragedii stała smukła srebrzysta brzózka. Może nad pobojowiskiem śpiewał skowronek, a jakiś inny ptaszek trzepotał się nad srogimi wojakami. I patrzajcież, już prawie nie ma nikogo do zabijania. Jest gorący październikowy dzień i bohaterowie jeden za drugim stają zwróceni tyłem do pobojowiska, załatwiając potrzebę fizjologiczną, i pragnąc świętego pokoju, idą, aby się położyć w cieniu brzozy. Wreszcie leży ich tam wszystkich trzynastu, którzy przeżyli Ostatnią Bitwę. Ten kładzie ufnie swą głowę na bucie sąsiada, tamten na jego zadzie, nie krępując się jego (oczywiście żołnierzowym) oddychaniem. Trzynastu ostatnich żołnierzy świata śpi pod jedną brzózką.

Pod wieczór budzą się, spoglądają na siebie nieufnie i sięgają po broń. I nagle jeden z nich — historia nigdy się nie dowie, jak się zwał — zawoła:

— Dosyć będzie, psia wasza mać!

— Wcale niegłupio gadasz — odezwie się drugi, odkładając broń.

— No to dawaj, drabie, kawałek słoniny — ozwie się trzeci z dziwną tkliwością w głosie.

Czwarty na to:

— Kurzyć się chce, jak sto diabłów! Nie macie tam który dymka?

— Teraz, chłopcy, wiejemy — powiada piąty. — Ja się już nie bawię.

— Dam ci egipskiego — ozwie się szósty — ale ty mi dasz kawałek chleba.