— A co porabia mój Karburator? — pytał Marek, przezwyciężając niepokój.

— Chodzi, jak się patrzy.

— A... co porabia... tamto?

Prezes westchnął i odłożył pióro.

— Czy wiesz, że musieliśmy zamknąć ulicę Mixa?

— Dlaczego?

— Ludzie chodzili tam modlić się. Całe tłumy, chociaż policja ich rozpędzała. Mamy siedmiu zabitych. Pozwolili walić w siebie jak owce.

— Tego należało się obawiać, tak, tego należało się obawiać — mamrotał zrozpaczony Marek.

— Ogrodziliśmy ulicę drutem kolczastym — mówił Bondy dalej. — Sąsiednie domy trzeba było ewakuować. Same ciężkie objawy religiomanii. W tej chwili jest tam komisja ministerstwa zdrowia i ministerstwa oświaty.

— Mam nadzieję — westchnął Marek z uczuciem ulgi — że władze wstrzymają działalność Karburatora.