— Który z was jest Kuzendą? — pytał się wachmistrz.
— Ja jestem Kuzenda — odpowiedział zapytany, wznosząc się wyżej. — Proszę, panie wachmistrzu, pójdźcie na górę.
Obaj żandarmi wznieśli się nagle i płynęli w powietrzu ku Kuzendzie. Nogi ich rozpaczliwie szukały jakiego oparcia, ich ręce chwytały się miękkiego powietrza. Słychać było ich zduszony i szybki oddech.
— Nie bójcie się, żandarmi — rzekł Kuzenda — i módlcie się razem ze mną: Boże Ojcze, któryś się wcielił w ten statek.
— Boże Ojcze, któryś się wcielił w ten statek — powtarzał wachmistrz głosem zduszonym.
— Boże Ojcze, któryś się wcielił w ten statek — wołał głośno pan Hudec, rzucając się na kolana, a chór głosów na pokładzie przyłączył się do jego wołania.
9. Uroczystość
Redaktor Cyryl Keval, miejscowy sprawozdawca praskich „Lidovych Novin” przyodział się tym razem w czerń i zaraz po szóstej wieczór pędził na Sztwanicę, aby zreferować uroczyste otwarcie nowej Centralnej Karburatorowej Elektrowni dla Wielkiej Pragi. Przepychał się przez tłumy ciekawych, którzy zatłoczyli całą dzielnicę Petrowską i przebił się przez trzy szeregi strażników aż do małej betonowej budowli, poobwieszanej sztandarami.
Z wnętrza domku słychać, jak monterzy klną, bo już czas najwyższy, a tu naturalnie jeszcze nie wszystko gotowe. Spieszą się. Cała Centrala jest nie większa od publicznego szaletu. I tu spaceruje sobie, podobny poniekąd do filozofującej czajki, starusieńki pan redaktor Czwanczara z „Venkova”38. Pan Czwanczara grzecznie zagadał do młodego dziennikarza.
— Załóżcie się, panie kolego, że dzisiaj coś się stanie. Nie widziałem jeszcze parady, żeby się przy niej nie stało coś głupiego. I to się, mój paniczu, powtarza już od czterdziestu lat.