— Co? — pytał chudy pan.

— In-ży-nier... Ma-rek?... — sylabizował posłaniec z wielkim wysiłkiem i z wyrzutem w spojrzeniu.

— To ja jestem Marek — zawołał chudy pan. — Czy jest co dla mnie? Dawaj pan prędzej!

Inżynier Marek otworzył depeszę. Było w niej:

Twoje przypuszczenia potwierdzone. Bondy.

Więcej nic.

22. Stary patriota

W redakcji gazety „Lidové Noviny” praca szła na całego. Telefonista krzyczał w tubę telefoniczną, kłócąc się zaciekle z panienką z centrali. Szczękały nożyce, trzaskała maszyna do pisania, a pan Keval siedział na stole i bujał nogami.

— Kazanie na Wacławskim Placu pierwszy sort — mówi półgłosem. — Jakiś anarchista głosi tam dobrowolne ubóstwo. Szczuje ludzi, że byli jako te lilie polne. Brodziszcze ma po pas. Aż strach, ileż teraz jest takich brodatych chłopów. Każdy jak apostoł.

— Mhm — odpowiedział stary pan Rejzek, grzebiąc w arkuszach Agencji Telegraficznej.