— O... umowy handlowe?

— Nie. Tylko o prawdę.

— O jaką prawdę?

— O prawdę absolutną. Wie pan, każdy naród chce mieć absolutną prawdę.

— Hm... — zamruczał kapitan. — Co to właściwie jest?

— Nic. Taka ludzka namiętność. Słyszał pan, że tam w Europie i w ogóle przyszedł na świat, no... Absolut... Rozumie pan? Bóg.

— Słyszałem.

— Więc z tego powodu dzieje się to wszystko. Pan rozumie...

— Nie rozumiem, staruszku. Sądziłbym, że prawdziwy Bóg zrobiłby na świecie porządek. Tamto nie może być żadnym prawdziwym i normalnym Bogiem.

— No nie, mój człowieku — oponował G. H. Bondy (jawnie zadowolony, że może sobie chociaż raz pogadać z mądrym, doświadczonym człowiekiem). Mogę pana zapewnić, że to naprawdę Absolut. Bóg. Ale powiem panu na ucho: Jest zbyt wielki.