Cicho otwiera Juraj furtkę wiodącą na podwórko. Na zaprożu siedzi Polana w miesięcznym świetle i czeka.
— Ty, Polano — mruczy Hordubal i serce mu zamiera. — Czemu nie śpisz?
Polana zadygotała od chłodu.
— Czekam na ciebie. Chciałam cię zapytać... Zeszłego roku dostaliśmy za parę koni siedem tysięcy, więc co ty, co ty myślisz?
— Taaak — mówi Hordubal, wahając się. — To dobrze, jutro o tym porozmawiamy.
— Ja chcę teraz — odpowiada Polana twardo. — Dlatego czekam. Już nie chcę być krowiarką... Harować w polu... No... nie chcę!
— Nie będziesz — mówi Hordubal i patrzy na jej ręce, białe w miesięcznym świetle. — Ja tu jestem teraz, ja będę robił.
— A Szczepan?
Juraj milczy, wzdycha, na co akurat teraz gadać o tym?
— No — mruczy pod nosem — dla dwóch nie będzie tu dość roboty.