Chciałby pójść za stodołę jak zwykle, ale nie może, bo go kłuje koło serca. Więc zachowuje się tak, jakby mu się zachciało siedzieć akurat tu, właśnie na tym kamieniu koło wrót, i rozglądać się po podwórku. Polana ma nagle pracy pełne ręce: karmi kury, zamiata zaproże i robi wiele innych rzeczy.

— Herpakowej urodziła się dziewczynka — mówi, stając się wielce rozmowna.

Ech, Polano, skąd ci się raptem bierze ta ochota do gadania?

— Mhm — mruczy Juraj roztargniony.

Zapada zmierzch, Polana otwiera wrota, bo krówki zaraz wrócą z pastwiska.

— Mówiłeś, Juraju, że chciałbyś dokupić parę krów — zaczyna, wahając się.

— Nie trzeba — mruczy Hordubal.

Kiwając głowami, idą krowy do obory, bim-bam, bim-bam. Juraj wstaje. Chwała Bogu, już można wstać.

— Dobranoc, Polano! — powiada.

— A cóż? Wieczerzy jeść nie będziesz?