Jak domownicy szli go w ręce chwytać,

O tym się nie da ni pisać, ni czytać:

Krewni, sąsiedzi, każdy miał

W szczęściu tym udział — lub mieć chciał.

W pokoju pani wciąż huczy jak w ulu

(Nie miała biedna czasu stęknąć z bólu),

A wkoło łóżka taki brzęk,

Jak gdy się pszczoły zwiążą w pęk.

Jużci minęły trzy dni od tej biedy,

Jak Jobsek przyszedł na świat boży, kiedy