To nagły przestrach, to długa choroba,

Doktor, aptekarz, to razem znów oba,

To radość, to trucizny jad,

Choć nie wie, służy śmierci rad.

To proces, wyrok, to zmysłów utrata,

To popędliwa żona, to armata,

To stryczek, to znów dziki zwierz

(Od czego nas tu, Boże, strzeż!).

Nic nie obroni nas od tej mizerii:

Proch ni reduty, ni setki baterii,