Ale senator, stary Jobs nasz dobry,

Tak płakał rzewnie, jak to czynią bobry,

I w długi uścisk wziąwszy go,

W milczeniu prószył z oczu łzą.

Gdy wreszcie, łkając, zdobył się na słowo,

Taką go żegnał rodzicielską mową:

«Niechaj cię, synu, wiedzie Bóg

I niech cię wróci w ojców próg!

Gdyby zaś — czego nie daj, wielki Boże! —

Braknąć ci miało grosza w jakiej porze,