Aż na bok z płaczem wziąwszy Hieronima

I patrząc pilnie, czy gdzie kogo nie ma,

Węzełek dała mu do rąk —

Grosz uciułany z kur i z mąk.

Gdy na rodzeństwo przyszła kolej wreszcie,

Wszczął się wrzask taki, jak na pożar w mieście,

I nie ustały krzyki wprzód,

Aż znikł Hieronim z przede wrót.

W żalu rodzicom przeszło tak dni wiele,

Ustało w domu Jobsowym wesele,