I w pierwszą pulę, gdy mu szła,
Rzucił talara czy też dwa.
Zaledwie przecież stawił grubszą sztukę,
Wnet się ku panu, który miał perukę,
Fortuny taki zwrócił los,
Że ciągle pęczniał jego trzos.
Tak kiedy poszły szyldburskie talary
(A sto ich było i dziesięć, do pary),
Po dar matczyny sięgnął ów,
By się odegrać jakoś znów.