— Czy powiedział coś?

Chociaż szeptał bardzo trwożliwie, położyła mu rękę na ustach, potrząsnęła głową z szyderczym uśmiechem i wymknęła się.

Że jednak majster, chociaż nic nie powiedział, zobaczył i zrozumiał wszystko — to sobie Jörgen uświadomił, kiedy młynarz w parę godzin później zeszedł na dół. Najpierw zganił niezręczne i nieporządne ułożenie worków: można by tu umieścić jeszcze dużo worków bez trudności i nie trzeba by tak szybko windować ich na górę. Jeszcze gwałtowniej zabrzmiały słowa, gdy młynarz zauważył szparę w rynnie doprowadzającej mąkę: dokładnie widać, że deska pękła nie dzisiaj ani wczoraj, należało już dawno naprawić to uszkodzenie. Jest obowiązkiem Jörgena zwracać na to uwagę, ale jego oczywiście to nic nie obchodzi!

Potem młynarz podszedł do kantorka, przerzucił kartki księgi i oświadczył, że pismo jest nieczytelne.

— A cóż to tutaj leży?

Jörgen, który markotnie stał z boku i milcząc znosił przeciągającą nad jego głową burzę, obejrzał się leniwie. Tym przedmiotem, który młynarz już trzymał w ręku, był — o rety! — jego ukochany kalendarz, otwarty właśnie na okrutnym obrazie, przedstawiającym panią Mettę w wieży tortur, rozebraną przez brutalnych katów celem bolesnego przesłuchania. „Stała w jaskrawym blasku pochodni, usiłując nadaremnie zakryć dumną nagość swymi kruczoczarnymi włosami” — objaśniał tekst. Ilustrator widocznie starał się podkreślić szczególnie tę daremność usiłowań, a krucza czerń włosów uwidaczniała się doskonale dzięki farbie drukarskiej znacznie lepiej aniżeli ognistoczerwona fala włosów na innych obrazach, albowiem Metta zmieniała barwę włosów w toku opowiadania z niewiadomych przyczyn, a może dlatego, by ponura barwa symbolizowała zwrot w biegu wypadków.

— Otóż to: romans kolportażowy... świństwa... i dlatego zaniedbuje się pracę!

— To mój kalendarz, panie majstrze... Chciałem zobaczyć zeszłoroczne ceny zboża i porównać je z tegorocznymi.

Młynarz spojrzał szybko na okładkę. Był to istotnie kalendarz i zawierał ceny zbóż z ostatnich lat, co obwieszczały tłuste zgłoski w spisie rzeczy. Oczywiście, był to tylko kłamliwy wykręt Jörgena, ale cóż można by na to odpowiedzieć?

Ale...