Patrzył na nią przerażony... Tak przerażony, że nawet widok jej łydek nie sprawiał na nim wrażenia.
Czy diabeł opętał tę dziewczynę? Co się z nią dzieje? Czy wycałowałem jej cały rozum z głowy?... Chce stanąć przed majstrem w tym stroju... Ależ wypędzi nas oboje... a przynajmniej mnie, co byłoby jeszcze ładniej! Bo ona oczywiście wyłga się... kobiecym sprytem (było to trafne wyrażenie z kalendarzowego romansu). Ona zwali na mnie całą winę, chociaż i sama okazywała wielką ochotę...
Podczas gdy takie myśli wywoływały gorące poty na czoło zuchwałego złodzieja całusów, Liza stanęła przed młynarzem, który siedział na kamieniu młyńskim wewnątrz żarnowego piętra. W prawej ręce trzymał duży młot zakończony szerokim, ostrym dziobem. Młotkiem tym uderzał w wyżłobienia, które od środkowego otworu osiowego rozbiegały się krzywymi dróżkami ku brzegom kamienia. Z twardej masy piaskowca odpryskiwały drobne kawałeczki. Nie przerwał swej pracy ani nie obejrzał się, gdy Liza postawiła obok niego na kamieniu talerz i odezwała się: „Życzę dobrego apetytu!” Podziękował jej tylko opieszałym skinieniem głowy.
— To nadzwyczajne! Czyż kamień młyński tak wygląda? To wydaje się jak gdyby sztucznie15 wyrobionym wzorem... Patrząc na te kręte wyżłobienia, doznaje się wrażenia, że wszystko obraca się dokoła, po prostu mąci się w głowie.
Młynarz uśmiechnął się i spojrzał na Lizę. Natychmiast spojrzenie jego stało się twarde i nieruchome, a twarz zarumieniła się gniewem.
Liza, idąc w ślad za jego spojrzeniem, popatrzyła na swoją suknię.
— Ach, mój Boże! Jak ja wyglądam!... To straszne! Człowiek potyka się o te worki na każdym kroku. Ile razy tam wejdę, muszę potem przez pięć minut czyścić ubranie.
Obejrzała się w stronę Larsa i odnalazła go niebawem obok żaren. Wspinając się na palcach, wydłużając komicznie swoją postać i wytężając ostatek sił, wysypywał do komory na ziarno zawartość worka.
— Larsie, masz tutaj jedzenie! — zawołała zuchwale.
Potem bez zakłopotania powtórzyła przyjaznym tonem: „Życzę dobrego apetytu, panie majstrze!” — i zeskoczyła zręcznie nogami okrytymi niebieskimi pończochami po stromych schodach na dolne piętro, gdzie czekał na nią Jörgen.